27/03/2020

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – Stieg Larsson

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet – książka nieżyjącego już szwedzkiego pisarza, Stiega Larssona. Słyszał o niej prawie każdy, a przeczytał chyba każdy wielbiciel skandynawskich kryminałów. Wreszcie przeczytałam również ja.

Mikael Blomkvist to dziennikarz i redaktor naczelny magazynu Millennium. Pewnego dnia zgłasza się do niego bogaty przemysłowiec – Henrik Vanger, który chce, aby Blomkvist podjął się napisania kroniki jego rodziny. Zlecenie to jest nietypowe, ale nasz bohater postanawia się go podjąć. Jednak praca nad rodzinną kroniką nie jest głównym celem Blomkvista. To tylko pretekst do przyjrzenia się bliżej zagadkowemu zaginięciu nastoletniej Harriet Vanger, do którego doszło niespełna czterdzieści lat wcześniej. Dołączy do niego także nietypowa i bardzo zagadkowa persona – Lisbeth Salander…

Początek książki zdawał się nie wróżyć wiele dobrego. Momentami było dość monotonnie, a akcja właściwa długo się rozkręcała. Na szczęście potem było coraz lepiej. Historia rodzinna Vangerów jest bardzo intrygująca i wciągająca. Im głębiej ją poznajemy, tym bardziej okazuje się zagmatwana, a zagadka, do której rozwiązania dąży Blomkvist, jest naprawdę misternie skonstruowana.

Bohaterowie są generalnie bardzo różnorodni i niesamowicie wyraziści, ale jednocześnie (co jest według mnie ogromnym paradoksem) dość mało przekonujący. Każdy bohater ma swoją historię, swój charakter i postrzega świat w inny – właściwy tylko sobie sposób. Każdy budzi ciekawość, ale jednocześnie lekko rozczarowuje. Nie umiem tego do końca wyjaśnić i kompletnie nie wiem, z czego to wynika… Lisbeth to wielka zagadka. Jest postacią tajemniczą, niezwykle intrygującą, budzącą w czytelniku bliżej nieokreślony niepokój. Za to Mikael jest według mnie dość irytujący i bezbarwny. W ogóle mam wrażenie, że postaci kobiece zostały przez Larssona wykreowane dużo lepiej – staranniej – bardziej wyraziście niż męskie.

Fabuła jest ciekawa i mnóstwo w niej elementów zaskoczenia, co w thrillerach jest akurat szczególnie pożądane. Przesiąknięta jest specyficzną, lekko tajemniczą i niepokojącą atmosferą, nawet wtedy, gdy niby nic się szczególnego nie dzieje. Przedstawiona historia jest zawiła i wielowątkowa. Cechuje ją duża nieprzewidywalność. Wciąga, choć muszę przyznać, że częste zmienianie tematu niekiedy mnie rozpraszało. Jednak mimo licznych wątków i częstego lawirowania pomiędzy nimi, autor doskonale panuje nad wszystkim i każdy doprowadza prędzej czy później do końca. Larsson nie pozostawia miejsca na niedomówienia. Wszystko prędzej czy później zostaje logicznie uzasadnione.

Denerwował mnie nadmiar anglicyzmów oraz opisy, do których mam chyba największe zastrzeżenie. W mojej ocenie niemal zawsze były obsesyjnie wręcz dokładne (stanowczo zbyt), a w niektórych miejscach zwyczajnie niepotrzebne, bo nie dość, że niczemu nie służyły, to rozbijały jedynie niepotrzebnie tempo akcji, nic przy tym do niej nie wnosząc. Skutkiem czego ono samo wydawało mi się niekiedy jakby sztucznie spowolnione i przez to nieadekwatne do wydarzeń. Przez te opisy książka jest odrobinę przegadana, ale i tak bardzo dobra. Potrafi mimo wszystko trzymać czytelnika w napięciu.

Dużym plusem dla mnie jest obszernie zarysowane tło obyczajowe i jednocześnie trochę mi szkoda, że nie jest ono nieco wyraźniejsze. Choć z drugiej strony to jednak thriller, nie powieść obyczajowa… Książka jest w dużej mierze przesiąknięta brutalnością i autor umiejętnie wplata w narrację na przykład dane statystyczne dotyczące przemocy, rozprawiając się tym samym z mitem Szwecji, jako kraju idealnego, wolnego od takich problemów.

Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Uważam, że jest fenomenalne. Jest także otwarte – wyraźnie sugeruje, że należy spodziewać się dalszego ciągu w kolejnych tomach.

Podsumowując. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet to bardzo dobry thriller. Ma pewne niedociągnięcia, ale jest naprawdę wciągający i zdecydowanie warto było go przeczytać. Nie rozumiem jednak aż tak ogromnego światowego fenomenu tej książki i całego cyklu. Myślę, że w zdobyciu tak gigantycznej popularności trochę im jednak pomogła przedwczesna, niespodziewana śmierć autora. Czy sięgnę po kolejne tomy? Pewnie tak, ale za jakiś czas.

Na podstawie książki powstał też film, który nosi tytuł Dziewczyna z tatuażem. Wyreżyserował go David Fincher, a w role głównych bohaterów – Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander wcielili się odpowiednio: Daniel Craig i Rooney Mara.

Moja ocena: 5/6

07/06/2012

„Zło” – Jan Guillou

Jan Guillou to pierwszy pisarz skandynawski, z którym się zetknęłam. Po Zło sięgnęłam zaintrygowana opisem, jaki znalazłam na okładce, który głosił, że książka traktuje o przemocy, jakiej doświadcza czternastoletni Erik. Pomyślałam sobie: co o przemocy wobec dzieci może powiedzieć obywatel kraju, który – jak zapewne większość wie – jest szeroko znany na świecie ze swoich bardzo rygorystycznych przepisów dotyczących dzieci? Wszelkie kary cielesne są tam niedozwolone, a rodzic, który da dziecku choćby jednego klapsa może zostać skazany i trafić do więzienia. Postanowiłam sprawdzić, jak Guillou poradził sobie z tym tematem.

Autor zabiera nas do Szwecji. Są to lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku, a więc okres, w którym jeszcze nie obowiązywało tam surowe prawo zabraniające fizycznego karania dzieci, bo takie przepisy pojawiły się dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych. Czternastoletni Erik, chłopiec bystry i inteligentny zamiast korzystać z uroków dzieciństwa każdego dnia walczy o przetrwanie. Codziennie po obiedzie czternastolatek jest katowany. Ojciec serwuje mu porządne, wymyślne lanie, takie przez duże „L”. Za co? Powody są różne. Zawsze się jakiś znajdzie. Zapytacie pewnie, gdzie w tym wszystkim matka? Gdy Erik jest bity ona siada do fortepianu i gra. Może ze strachu, może z wygodnictwa, udaje, że nie wie co się dzieje. Pewnego dnia w skutek pewnego wybryku chłopiec zostaje wyrzucony ze szkoły. Wówczas wyjeżdża do szkoły z internatem. Żywi nadzieję, że jego życie odmieni się i będzie wolne od przemocy. Niestety – to dopiero początek jego problemów. Tam bowiem również rządzi pięść. Uczniowie z młodszych klas mają obowiązek podporządkowywania się we wszystkim starszym kolegom, a i bez tego nieustannie zarabiają lanie. Wszystko to dzieje się za wiedzą i przyzwoleniem grona pedagogicznego, którego członkowie zapamiętale udają, że nie widzą ran, siniaków i szwów na ciałach uczniów.

W nowej szkole Erik poznaje Pierre’a. Obaj chłopcy bardzo szybko się zaprzyjaźniają i chcą wspólnie stawić czoło wszechobecnej przemocy. Pierre wierzy w skuteczność rozwiązań intelektualnych i właśnie taką drogę proponuje. Erik natomiast uważa, że najlepszym lekarstwem na przemoc będzie przemoc właśnie. Rozmowy, jakie chłopcy ze sobą prowadzą to głębokie i niezwykle poruszające rozważania dotyczące natury zła.

Okazało się, że autor Zła problem przemocy wobec dzieci doskonale zna i rozumie. Udowodnił to na kartach swojej powieści. Jego utwór jest do głębi wstrząsający i przesycony grozą. Wszystko to za sprawą nieprawdopodobnie realistycznych opisów. Nie sądziłam, że można tak szczegółowo, sugestywnie i realistycznie odmalować nie tylko sam akt przemocy, ale także stany emocjonalne z nim związane, jakie mu towarzyszą. To robi wrażenie i sprawia, że człowieka wciska w fotel.

Książka niesamowicie wciąga, chociaż temat delikatnie mówiąc do łatwych nie należy. Moim zadaniem jest to lektura, którą może, a nawet chyba powinien przeczytać każdy. Wiek nie ma znaczenia. Niewątpliwie jednak w pewnych miejscach trzeba mieć mocne nerwy, bo siła oddziaływania fabuły na czytelnika jest ogromna.

„Zrozumieć” naturę przemocy w dużym stopniu pozwala nam perfekcyjne skonstruowany portret psychologiczny głównego bohatera. Poznajemy jego myśli i uczucia związane z tym czego doświadczył, poznajemy punkt widzenia osoby w pewien sposób „oswojonej” z przemocą.

Gdybym miała jakoś jednoznacznie określić książkę w dwóch słowach powiedziałabym, że jest to studium przemocy. Właściwie wszystko w niej dotyczy tego właśnie zagadnienia. Czytając odkrywamy kilka bardzo cennych prawd dotyczących przemocy. Po pierwsze autor udowadnia, że walka z przemocą w pojedynkę to fikcja i prędzej czy później zakończy się ona fiaskiem. Trzeba również pamiętać, że „przemoc rodzi przemoc” i aby ją zwalczyć trzeba ją przerwać. Nie można znajdować dla niej usprawiedliwienia w traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa, bo to do niczego nie doprowadzi. Odnieść tryumf nad prawem siły można tylko, siłą prawa, a pierwszym krokiem w tej walce powinno być zdecydowane i odważne działanie. Bardzo częstą reakcją bowiem jest obojętność i ignorancja, podczas gdy one właśnie, w rzeczywistości stwarzają idealne warunki do rozwoju przemocy.

Zło to niesamowita powieść z przesłaniem obok której po prostu nie można przejść obojętnie, nawet gdyby się bardzo chciało. Po zakończeniu lektury już nic nie będzie wydawać się takie samo, jak wcześniej. Guillou zmusza do zatrzymania się na chwilę i podjęcia refleksji. Nie tylko nad problemem przemocy, ale także nad światem i sobą samym.

Moja ocena: 6/6