16/06/2012

„Dziecko Noego” – Éric-Emmanuel Schmitt

Éric-Emmanuel Schmitt to jeden z moich ulubionych autorów. Podbił moje serce książką Oskar i pani Róża, której chyba nikomu przybliżać nie trzeba. Teraz urzekł mnie po raz drugi – Dzieckiem Noego, choć już w nieco mniejszy stopniu niż za pierwszym razem.

Dziecko Noego to króciutka powieść, której głównym bohaterem jest mały żydowski chłopiec o imieniu Joseph. Pewnego dnia musiał on rozstać się z rodzicami. Trwała bowiem druga wojna światowa, a wiadomo, jak wówczas Niemcy obchodzili się z każdym, kto miał cokolwiek wspólnego z wyznawcami religii mojżeszowej. Matka i ojciec chcieli za wszelką cenę uratować synka. Tym sposobem trafił on w końcu pod opiekę chrześcijańskiego księdza – ojca Ponsa, który prowadził tajną ochronkę dla żydowskich dzieci. Tam chłopiec dowiedział się bardzo wiele o życiu, świecie i sobie samym.

Mogłoby się wydawać, że o holokauście napisano już wszystko i niczym nie można już czytelnika zaskoczyć. Błąd. Tym razem patrzymy na rozgrywające się wydarzenia oczami dziecka – głównego bohatera. Okrucieństwa drugiej wojny światowej i walka dobra ze złem ukazane zostały w taki sposób, w jaki widzi je i rozumie mały chłopiec.

Sposób postrzegania świata przez Josepha jest niecodzienny, bardzo dziecinny. Naszym oczom ukazuje się mały, zagubiony chłopiec, który niewiele rozumie z tego, co dzieje się wokół niego, i robi wszystko, by zrozumieć. Bohater został tak wykreowany, że wzbudza sympatię, a jego perypetie dostarczają wielu emocji.

Autor poruszył w książce bardzo ważne kwestie, które dotyczą wszystkich ludzi, a nad którymi tak rzadko się zatrzymujemy. W subtelny sposób zmusza czytelnika do zastanowienia się nad samym sobą i własnym człowieczeństwem. Pomaga mu uświadomić sobie, co to znaczy być człowiekiem i co z tego faktu wynika. Podejmuje trudne kwestie, takie jak: odkrywanie własnej tożsamości religijnej, wiara, tolerancja i siła oraz znaczenie więzi rodzinnych w rozwoju i funkcjonowaniu człowieka.

Dziecko Noego traktuje o wielu ważnych sprawach i pozwala odpowiedzieć sobie na wiele ważnych pytań. Jest to dzieło wielkiej wagi – mimo niewielkich rozmiarów. Napisane z niezwykłą prostotą, niewyrafinowanym językiem i stylem. Na dodatek niesamowicie wciąga. Od książki po prostu nie sposób się oderwać.

Po raz kolejny jestem urzeczona Schmittem. To kolejna króciutka książeczka, która zawiera w sobie bardzo wiele. Autor udowodnił, że prawdziwe piękno zawiera się w prostocie i że nawet na niewielu stronach można zawrzeć wiele istotnych kwestii i zrobić to w sposób genialny.

Moja ocena: 5/6

15/03/2012

„Czas tajemnic” – Marcel Pagnol

Moją drugą – zaraz po literaturze – wielką miłością jest Francja, język francuski i wszystko, co z nimi związane. Marcel Pagnol, którego książkę chcę Wam przedstawić, to nieżyjący już francuski pisarz i reżyser. Jest jedną z ikon francuskiej kultury. Chyba nie ma Francuza, który nie znałby jego nazwiska. Ja już od dłuższego czasu chciałam się zapoznać z jego twórczością, ale okazja nadarzyła się dopiero niedawno.

Czas tajemnic to powieść wchodząca w skład autobiograficznego cyklu Wspomnienia z dzieciństwa. Główny bohater – Marcel – spędza letnie wakacje wśród niesamowitych prowansalskich wzgórz. Jest to czas wyjątkowy. Lili – najlepszy przyjaciel chłopca – nie ma już dla niego tyle czasu co zwykle, ponieważ musi pomagać ojcu. Marcel początkowo ubolewa nad tym faktem, jednak pewnego dnia poznaje Izabelę i przeżywa pierwsze młodzieńcze zauroczenie. Przyjaźń z Lilim staje pod znakiem zapytania. Wypełniony przygodami i nowymi doświadczeniami czas letniego odpoczynku szybko jednak dobiega końca. Teraz główny bohater rozpocznie całkiem „nowe życie” – jako uczeń liceum, gdzie jest zupełnie inaczej niż w poprzedniej szkole. Jak Marcel sobie poradzi z aklimatyzacją w nowym środowisku? Czy znajdzie kolegów? Jakie czekają go przygody? Odpowiedź znajdziecie w Czasie tajemnic.

Książka od pierwszych stron mnie urzekła. Z każdej jej strony bije niesamowite ciepło. Ponadto opisy prowansalskich wzgórz porośniętych obficie tymiankiem i lawendą są bardzo sugestywne. W wyobraźni mogłam przemierzać te urokliwe miejsca razem z Marcelem i niemalże czułam zapach Prowansji. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak Pagnolowi udało się oddać niezwykły i niepowtarzalny klimat tej części Francji.

Perypetie Marcela opisane są z ogromnym wyczuciem i wrażliwością. Narracja jest ciekawa, prowadzona z punktu widzenia chłopca, a język prosty i humorystyczny, co sprawia, że książkę czyta się szybko i z jeszcze większą przyjemnością. Do tego podczas lektury uśmiech na twarzy gwarantowany.

Czas tajemnic to opowieść o dorastaniu – o blaskach i cieniach tego okresu, o wszystkich radościach, pragnieniach i niepokojach z nim związanych. Główny bohater, zresztą nie tylko on, wykreowany został bardzo starannie. Z miejsca budzi sympatię czytelnika. Mało tego, ja czułam się, jakbym znała Marcela osobiście i od dawna.

Powieść Pagnola zdecydowanie polecam. Jest niesamowita, magiczna, urocza. Prosta i piękna zarazem. Ma bardzo swojski, niepowtarzalny klimat, którego nie da się tak po prostu opisać w dwóch zdaniach.

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej kwestii. Chylę czoła przed tłumaczką. W książce jest dużo rozmaitych odwołań do kultury francuskiej, obyczajów, gier słownych, które zabawne są w oryginale, a w języku polskim po prostu dziwne lub niezrozumiałe. Wszystkie takie elementy są bardzo rzetelnie wyjaśnione w przypisach. Dawno nie czytałam książki, która byłaby tak dobrze opracowana przez tłumacza.

Moja ocena: 4/6

03/12/2011

„Hrabia Monte Christo” – Aleksander Dumas (ojciec)

Aleksander Dumas to jeden z moich ulubionych pisarzy. Być może moi znajomi mniej obyci ze słowem pisanym powiedzieliby z nutką złośliwości w głosie, że to ze względu na narodowość tegoż. Nie ukrywam, że mam lekka obsesję na punkcie Francji i wszystkiego, co francuskie, a zwłaszcza na punkcie francuskiej muzyki i literatury, niezależnie od tego jednak i tak uważam, że Dumas to prawdziwy geniusz. Moim pierwszym spotkaniem z nim był właśnie Hrabia Monte Christo.

Akcja tej powieści rozgrywa się w ciągu wielu lat. Głównym bohaterem jest marsylski marynarz Edmund Dantes. To człowiek szczęśliwy i o świetlanej przyszłości. Niebawem ma ożenić się z piękną kobietą, w której jest do szaleństwa zakochany i która odwzajemnia w pełni jego uczucie. Na dodatek ma zostać kapitanem statku. Niestety ludzie, których uważał za swoich przyjaciół składają na niego fałszywy donos, wskutek którego Edmund zostaje uwięziony w ponurej twierdzy If. Spędza tam w odosobnieniu wiele lat, w czasie których rozmyśla o przeszłości, o ojcu i ukochanej. Marzy także o ucieczce. Marzenie to pewnego dnia urzeczywistnia się dzięki determinacji mężczyzny i szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Od tej chwili Edmund żyje zemstą. Postanawia ukarać tych, którzy zniszczyli mu życie.

Ta powieść to prawdziwe arcydzieło literatury. To książka dla każdego. Zawsze tak samo zachwycająca, cudowna i intrygująca – od początku do końca. I chociaż rozmiar dzieła może niektórych odrzucać, zachęcam, by przezwyciężyli tę niechęć, bo naprawdę warto.

Niezwykle intrygujący jest, moim zdaniem, główny bohater. To tajemniczy dziwak, człowiek-zagadka. Trochę nieobliczalny i gruboskórny, a zarazem o ukrytej gdzieś tam głęboko w sercu wielkiej wrażliwości. Postać to niewątpliwie specyficzna i niejednoznaczna. Może budzić złość, irytację, niechęć, podziw, sympatię, litość i wiele innych uczuć. Przede wszystkim sposób wykreowania tej bohatera uderza, mimo wszystko, swoją prawdziwością, wiarygodnością, przy jednoczesnym wrażeniu pewnej baśniowości.

Konstrukcja fabuły jest – co tu dużo mówić – mistrzowska. To jedyne pasujące określenie. Fabuła, piękna i ciekawa, obfituje w liczne zwroty akcji, niedopowiedzenia, intrygi, które potęgują w czytelniku napięcie, podsycają ciekawość i nie pozwalają się oderwać czy zapomnieć o lekturze choćby na moment. Wciąga od pierwszej do ostatniej strony i chociaż chwilami można odnieść wrażenie, że akcja jest kompletnie nieuporządkowana, to tylko pozory, bo zaraz okazuje się, że element, który wcześniej wydawał się bezcelowy, idealnie pasuje do całości i ujawnia w pełni nieprawdopodobny geniusz pisarski autora.

Pewne partie pierwszego tomu mogą wydawać się trochę nużące i niewątpliwie wymagają od czytelnika siły woli i wytężenia uwagi, niemniej nie jest to szczególnie uciążliwe, a już na pewno utwór w żaden sposób z tego powodu nie traci.

Kolejną ogromną zaletą tej powieści, jak i wszystkich książek Dumasa, jest barwny i niezwykle bogaty język, w którym ja osobiście się zakochałam. W książce dużo jest opisów, które w dużym stopniu właśnie dzięki językowi są tak wyjątkowe. Opisów jest w Hrabim Monte Christo sporo i to niemałych rozmiarów, niemniej jednak nie nudzą one w żaden sposób. Wręcz przeciwnie. Są bardzo sugestywne. Czytając je, niemal od razu oczyma wyobraźni widzimy to, co przedstawiają, z najdrobniejszymi detalami. Ta dokładność, sugestywność, dbałość o każdy szczegół w połączeniu z bogatym, kunsztownym językiem sprawiają, że opisy nie tylko nie nużą, ale wciągają czytelnika jeszcze bardziej w treść i dosłownie angażują w fabułę.

Śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Książka dla każdego. Nie można się od niej oderwać, a w chwilach przerw nieustannie się o niej myśli. Po skończeniu natomiast chce się do niej wrócić. No i warto dodać, że oprócz tego, iż jest w stanie zaspokoić nawet najbardziej wyrafinowane potrzeby czytelnicze i zadowolić najbardziej wybrednych bibliofilów, pozwala też dowiedzieć się wiele o historii Francji.

Moja ocena: 6/6