„Doktorzy” – Erich Segal

doktorzyErich Segal to jeden z moich ulubionych autorów. Wielu zapewne zna go jako świetnego scenarzystę. Dla mnie jednak na zawsze pozostanie przede wszystkim pisarzem. Tym, który podbił moje serce powieścią Akty wiary. Od niej zaczęła się nasza literacka znajomość. Później przyszła kolej na pozostałe jego książki. Przeczytałam wszystkie. Nie każda przypadła mi do gustu, na przykład recenzowana już tutaj, najmłodsza w dorobku Segala, Bez sentymentów. Doktorów zostawiłam sobie na sam koniec. Co mogę na ich temat powiedzieć? Cóż. Pośród wszystkich powieści tego autora tylko dwie, moim zdaniem, zasługują bezapelacyjnie na miano arcydzieł. Są to Akty wiary i Doktorzy właśnie.

Ich akcja toczy się na przestrzeni dwudziestu lat, od roku 1958 aż do 1978. Fabuła opowiada o losach piątki bohaterów, którzy pod koniec lat pięćdziesiątych rozpoczynają studia medyczne na Harvardzie. Różnią się od siebie charakterem i sposobem postrzegania świata. Każde z nich ma nieco inny życiowy cel i wyznaje nieco inną hierarchię wartości. Czytelnik towarzyszy im przez cały okres ich studiów, a później śledzi ich losy od początków praktyki lekarskiej do momentu, gdy wszyscy są już lekarzami z całkiem sporym bagażem doświadczeń. Zarówno zawodowych, jak i życiowych.

W Doktorach sportretowane zostało środowisko medyczne. Jednak lekarze to przede wszystkim ludzie. I jako takich stara się ich pokazać Segal. Ta powieść mówi więc o ludziach. Tych, którzy zdecydowali się związać swoje życie z medycyną i nierzadko musieli wiele poświęcić, aby osiągnąć cel, jaki sobie wyznaczyli. Autor porusza też wiele tematów i problemów uniwersalnych. Sporo uwagi poświęca procesowi dojrzewania jednostki. Pozwala czytelnikowi podjąć refleksje nad sensem życiowych niepowodzeń i trudności, jakie napotkać może każdy, kto w życiu dąży do jakiegoś celu. Mówi o licznych wzlotach i upadkach, a także o miłości, przyjaźni i wielu innych zagadnieniach bliskich wszystkim.

W tej książce Segal ukazuje całościowo specyfikę zawodu lekarza. Zwraca baczną uwagę na wszystkie jego aspekty, blaski i cienie towarzyszące jego wykonywaniu. Nie pomija niczego. Ta wnikliwość mnie urzekła. Obraz środowiska medycznego w Doktorach jest niezwykle realistyczny. Na wrażenie autentyzmu złożyła się z pewnością także rozległa wiedza medyczna pisarza. Uważam, że to czyni tę powieść naprawdę wyjątkową i jest w moich oczach jednym z największych jej atutów.

Pisząc o medycynie i lekarzach, nie można marginalizować zagadnień etycznych. Autor o tym nie zapomniał i wielokrotnie mobilizuje czytelnika do głębokiej refleksji na ten temat. Zmusza do udzielenia sobie odpowiedzi na wiele trudnych i często zwyczajnie niewygodnych pytań, dotyczących człowieczeństwa oraz szeroko pojętej moralności. Pretekstem do tego są nie tylko kwestie medyczne, ale także umiejętnie wpleciony w fabułę wątek holokaustu. Krótki, ale niezwykle wymowny. Pojawia się także problem rasizmu.

Doktorzy to dzieło wielowątkowe i pasjonujące. Niezwykle głębokie, niestroniące od tematów poważnych i trudnych. Można by odnieść wrażenie, że czynią one powieść wyjątkowo ciężką i poważną. Nic bardziej mylnego. Czyta się ją niezwykle szybko i z przyjemnością, bo autor posługuje się stylem dość lekkim i przystępnym. Jest w niej także sporo humorystycznych dialogów. Sama akcja natomiast została starannie przemyślana i poprowadzona. I nie ma obawy, że czytelnik się w niej zagubi, choć wątków jest wiele, a fabuła obfituje w nieprzewidziane zdarzenia. To kolejne olbrzymie zalety tej powieści i dowody, że jest ona utworem wyjątkowym, głęboko przemyślanym i dojrzałym.

Następnym niezaprzeczalnym atutem Doktorów są, moim zdaniem, wyśmienicie oddane emocje bohaterów. Wszystkie zostały starannie i sugestywnie przedstawione, z całą intensywnością i podłożem oraz przemianami w ich obrębie zachodzącymi. Dzięki temu czytelnik jeszcze bardziej wciąga się w lekturę i nie jest w stanie się od niej oderwać, a wiele z uczuć doświadczanych przez postacie staje się jego osobistym udziałem.

Uważam, że Doktorzy to prawdziwe arcydzieło. Wyjątkowa, poruszająca, niezwykle głęboka powieść obyczajowa. Ponadczasowa, ambitna i zmuszająca do refleksji, z dużą dozą realizmu i szczyptą humoru. A przy tym po prostu dobrze napisana. To dzieło niezwykle dojrzałe.

Moja ocena: 6/6

„Duma i uprzedzenie” – Jane Austen

dumaiuprzedzenieDuma i uprzedzenie to klasyka przez duże „K”. Autorką dzieła jest znana, dziewiętnastowieczna pisarka angielska - Jane Austen. Treść trudno jest przybliżyć w kilku zdaniach, gdyż jest to powieść wielowątkowa, obfitująca w liczne zwroty akcji, a na jej kartach występuje mnóstwo barwnych, skonstruowanych z najwyższą starannością i dbałością o szczegóły, postaci.

Akcja powieści rozgrywa się mniej więcej dwa wieki temu. Przenosimy się do Longbourn, majątku położonego niedaleko Meryton - małej mieściny w hrabstwie Hertfordshire. Żyją tam państwo Bennet ze swoimi pięcioma, niezamężnymi jeszcze córkami. Gdy w położonej nieopodal posiadłości Netherfield Park osiedla się Charles Bingley - człowiek młody, przystojny i na dodatek zamożny - pani Bennet stawia sobie za punkt honoru wydanie za niego za mąż jednej ze swoich latorośli. Już podczas pierwszego spotkania ze wspomnianym kawalerem okazuje się, że plan kobiety ma szanse na powodzenie, gdyż Jane, najstarsza z córek, wpadła w oko Bingleyowi. Tymczasem jej siostra, Elżbieta, wzbudza odwzajemnioną antypatię pana Darcyego, przyjaciela Bingleya. Jak potoczą się losy znajomości pierwszej pary? Jak ułożą się stosunki pomiędzy tymi drugimi? Co czeka trzy pozostałe siostry, ich rodzinę, przyjaciół i znajomych? Przekonajcie się sami. Warto, bo w książce dzieje się wiele, a swaty i miłostki, wcale nie są jej jedynym tematem.

Pierwsze, co w sposób szczególny zwróciło moją uwagę podczas lektury, to kreacja bohaterów. Jak już wspomniałam, na kartach powieści występuje ich wielu, ale każdy jest w jakiś sposób szczególny, jedyny w swoim rodzaju i wyróżnia się czymś na tle pozostałych. Wszyscy są zróżnicowani pod względem charakterologicznym. Austen zadbała tu o każdy szczegół. Stworzone przez nią postacie są bardzo realistyczne, żywe i nieustannie wzbudzają w czytelniku cały wachlarz rozmaitych emocji. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Dzięki temu właściwie przez cały czas lektury odnosi się wrażenie, że jest się uczestnikiem opisywanych wydarzeń. To z kolei sprawia, że wszystkie emocje towarzyszące bohaterom, stają się nie wiadomo, kiedy udziałem czytelnika. Niekiedy nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wszystko to, o czym czytam działo się naprawdę. I to zupełnie niedawno. Uwielbiam tak napisane książki. Książki, które mnie wciągają w dosłownym tego słowa znaczeniu. Do środka. W samo centrum fabuły. Książki, które przeżywam całą sobą. Do takich należy Duma i uprzedzenie.

Fabuła powieści jest wielowątkowa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Radosnych, zabawnych, niekiedy dziwnych, a jeszcze kiedy indziej niezbyt pomyślnych. Nie ma tam miejsca na nudę. Cały czas coś się dzieje i bohaterowie wikłani są w liczne, coraz to nowe przygody. Raz coś zdaje się biec po ich myśli, by za chwilę okazało się, że to tylko pozory. Innym razem na odwrót.

Wyśmienicie oddane realia panujące w dawnej Anglii to kolejny niepodważalny atut tej książki. Autorka przedstawia je z dużą dokładnością. Portretuje ówczesne wyższe sfery angielskiego społeczeństwa, ukazując charakterystyczne dla nich obyczaje, cechy i bolączki. Doskonale opisuje ówczesną arystokrację nakreślając obowiązującą reprezentantów tej sfery etykietę. Wprowadzając odpowiedni wątek, wykorzystuje wydarzenia rozgrywające się na płaszczyźnie fabuły także, jako pretekst do przybliżenia czytelnikowi problemów ziemiaństwa. Wiele możemy dowiedzieć się o mentalności i sposobie postrzegania świata charakterystycznych dla reprezentantów poszczególnych warstw. Dobrze zarysowana i ciekawie wprowadzona problematyka społeczno-obyczajowa przydaje również dziełu autentyzmu i jest jego kolejnym walorem.

Dumę i uprzedzenie czyta się niezwykle szybko i z dużą przyjemnością, ponieważ nie brak w niej humoru. Na wielu płaszczyznach mamy do czynienia z komizmem i ironią. Ten pierwszy cechuje przede wszystkim bohaterów. Przejawia się na płaszczyźnie charakteru, języka, stylu bycia. Najbardziej jednak widoczny jest w dialogach, na których niedobór w utworze narzekać nie możemy i które również uważam za mistrzowskie.

Wszystkie wspomniane w poprzednich akapitach elementy przydają utworowi specyficznego klimatu Typowo „austenowskiego” powiedziałabym. Ci, którzy czytali już inne dzieła Jane Austen zapewne będą wiedzieli, o co mi chodzi. Tym, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z twórczością tej autorki powiem, że jest on niesamowity, jedyny w swoim rodzaju. Tylko ona potrafi taki stworzyć.

Duma i uprzedzenie to po prostu prawdziwe arcydzieło. Komu polecam tę lekturę? Lubiącym klasykę, powieści obyczajowe, Anglię przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Tym, którzy lubią cenią sobie humor, dynamiczną akcję i wątki romansowe w dawnym wydaniu.

Moja ocena: 6/6

„Dama kameliowa” – Aleksander Dumas (syn)

damakemaliowaJuż jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z twórczością Aleksandra Dumasa ojca. Ponieważ spotkanie to wypadło nader pomyślnie, zapragnęłam zaznajomić się również z piórem jego syna, który imię odziedziczył po ojcu. Zdecydowałam się w pierwszej kolejności sięgnąć po jego najpopularniejsze dzieło – Damę kameliową, inspirowaną ponoć wydarzeniami, które miały miejsce naprawdę.

Małgorzata Gautier - tytułowa bohaterka powieści, to znana, paryska kurtyzana. Żyje wygodnie i dostatnio, ponieważ grono jej adoratorów jest bardzo szerokie, a jej klienci to przede wszystkim bogaci panowie z wyższych sfer. Przez wielu nazywana jest Damą kameliową. Przydomek ten zawdzięcza kameliom - ukochanym kwiatom, które często nosiła przy sobie. Pewnego dnia Małgorzatę poznaje młody Armand Duval i z miejsca obdarza ją uczuciem. Początkowo kurtyzana nie przywiązuje zbytniej wagi do jego umizgów, z czasem jednak jej nastawienie ulega zmianie. Niestety kobieta jest poważnie chora i wkrótce umrze. Ale nie jest to jedyna przeszkoda na drodze do szczęścia tych dwojga. Szybko okaże się, że jest ich wiele.

Dama kameliowa zaliczana jest obecnie do klasyki literatury światowej. Wciąż - pomimo upływu lat - dzieło to cieszy się dużą popularnością i jest przez wielu cenione. Utwór doczekał się licznych ekranizacji na całym świecie, a także swojej adaptacji operowej za sprawą Verdiego, który po dokonaniu pewnych modyfikacji w pierwowzorze wprowadził go na scenę pod nowym tytułem – La Traviata.

Moje uczucia w stosunku do tej książki są bardzo ambiwalentne. Nie należę do grona osób zachwyconych najpopularniejszym dziełem młodego Dumasa i raczej się to już nie zmieni. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to książka zła. Ma wady, ale można w niej łatwo odnaleźć także plusy.

Już od pierwszych stron niezmiernie irytował mnie Armand. Momentami wprost zadziwiał mnie swoją naiwnością. Rozumiem, że może młody, zakochany człowiek nie myśli do końca racjonalnie, zwłaszcza, gdy jest to jego pierwsza tak wielka miłość, uczucie zupełnie nowe, ale bez przesady. Dorównywał naiwnością kilkuletniemu dziecku, a przez to był kompletnie nierzeczywisty. Możliwe też, że taki był zamiar autora, niemniej mnie ten argument akurat nie przekonuje.

Historia, z którą mamy do czynienia jest z gruntu banalna, przesiąknięta smutkiem i przygnębieniem. Niemniej jednak czyta się ją dość płynnie. Miejscami potrafi wciągnąć i zainteresować. Język, jakim została napisana jest dość specyficzny, poetycki, ale zupełnie przystępny. Mimo swej banalności jest to opowieść o silnym zabarwieniu uczuciowym. W pewien sposób oddziałuje na czytelnika i jego emocje.

W utworze zostało też nakreślone tło społeczno-obyczajowe. Autor sportretował ówczesne społeczeństwo paryskie w sposób dość ciekawy, niemniej jednak na mój gust niezbyt dogłębny. Społeczeństwo to przestawione zostało raczej powierzchownie, schematycznie i stereotypowo. Dużo w tym obrazie swego rodzaju luk, przejaskrawienia i mało obiektywizmu. Dla mnie to płytkie i mało wiarygodne. O wiele lepiej zaprezentowane zostały natomiast same zwyczaje ludzi tamtej epoki.

Atutem książki są umiejętnie i subtelnie wplecione w fabułę przemyślenia o życiu. Wyjęte z kontekstu powieściowego mają charakter uniwersalny. Są piękne, poruszające i niezwykle głębokie. Mogą stać się również inspiracją do prywatnych rozważań. Wszystkie zawarte w tekście refleksje i perypetie bohaterów ukazują w przepiękny sposób tak często zapominaną i lekceważoną prawdę o tym, że nie wszystko w życiu jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Według mnie to jest główne przesłanie płynące z kart Damy kameliowej.

Tak, jak pisałam już wcześniej – ten utwór nie zrobił na mnie większego wrażenia, ale nie twierdzę, że jest zły. Możliwe, że na taką, a nie inną ocenę wpłynął fakt, że mimo wszystko porównuję jego styl ze stylem jego ojca. Zwykle staram się każdego autora i każdą książkę oceniać indywidualnie, ale tym razem chyba nie do końca jestem w stanie to zrobić. Powieści ojca wprost uwielbiam, sprawiają na mnie zawsze niesamowite wrażenie pod wieloma względami. Powieść syna mnie rozczarowała. Nie zaskoczyła niczym szczególnym, nie zachwyciła. Bo zbilansowaniu wszystkich plusów i minusów prezentuje się w moich oczach po prostu przeciętnie.

Przed przeczytaniem książki miałam okazję widzieć w operze La Traviatę. To też mogło wpłynąć w pewnym stopniu na moją ocenę, bo cały czas myśląc o wersji pisanej miałam przed oczami obrazy ze spektaklu, mimo iż usilnie starałam się o nich nie myśleć. A przy operowej wersji ta książkowa wypada znacznie gorzej. Możliwe, że, gdybym nie miała do czynienia z adaptacją sceniczną moja ocena byłaby ciut wyższa. Lektury nie polecam i nie odradzam.

Moja ocena: 3/6

„Dziwne losy Jane Eyre” – Charlotte Brontë

dziwnelosyjaneNie przepadam za opowieściami o miłości. Jednakże po Dziwne losy Jane Eyre sięgnęłam z ochotą. W końcu to klasyka, a na dodatek powieść obyczajowa, czyli coś, co lubię. Dodatkowo za przeczytaniem książki przemawiał fakt, że wszystkie wydarzenia w niej opisywane rozgrywają się w dziewiętnastowiecznej Anglii. Lubię czytać o tym okresie. Po prostu uwielbiam ten klimat starych dworków, te opisy dawnych obyczajów i konwenansów. Moje oczekiwania były dość wysokie. O tym, czy powieść je spełniła, opowiem za chwilę. Najpierw jednak przybliżę nieco fabułę.

Tytułową bohaterkę utworu poznajemy, gdy jest małą dziewczynką. Osierocona przez rodziców, mieszka w domu swojej ciotki wraz z kuzynostwem. Niestety ciotka Jane nienawidzi jej z całego serca. Jej dzieci także, i notoryczne, za przyzwoleniem matki, dokuczają dziewczynce. Pewnego dnia Jane trafia do szkoły z internatem, która znana jest z niezwykle rygorystycznych zasad. Jak sobie tam poradzi? Tego nie zdradzę. Po ukończeniu szkoły podejmuje pracę u niejakiego pana Rochestera i zostaje guwernantką małej Adelki. Z czasem między główną bohaterką a jej pracodawcą rodzi się uczucie…

Losy Jane są niewątpliwie burzliwe - od początku do końca, ale czy dziwne? Może w pewnym sensie. W każdym razie przymiotnik „burzliwe” zdecydowanie lepiej tu, moim zdaniem, pasuje. Historia Jane to przepiękna, porywająca opowieść o kobiecie doświadczonej przez życie. Wie, czego chce i nie boi się o to walczyć. Ma odwagę dyktować życiu warunki i ma świadomość, że jej szczęście zależy tylko od niej. Panna Eyre to bohaterka niezwykle wyrazista i sugestywna. I choć jej postępowanie niejednokrotnie wydawało mi się głupie czy niezrozumiałe, to jednak obudziła we mnie mimo wszystko jakiś rodzaj sympatii i jej postać żyła w mojej pamięci jeszcze długo po skoczeniu książki.

Postacie drugoplanowe również zasługują na uwagę. Charlotte Brontë stworzyła bowiem całą plejadę niezwykle barwnych i silnie zindywidualizowanych bohaterów. Są oni bardzo wyraziści. Momentami jednak zdawali mi się nieco przejaskrawieni, o nazbyt egzaltowanym sposobie bycia i postępowania.

Uważam, że prawdziwie mistrzowska jest postać pana Rochestera. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej jakikolwiek bohater literacki budził we mnie tak silne i jednocześnie tak skrajnie różne emocje. Dominowały u mnie: irytacja, furia, zniecierpliwienie i strach. Jednym słowem, w stosunku do ukochanego Jane miałam odczucia raczej negatywne, ale muszę przyznać, że stworzony został genialnie.

Nie tylko kreacja bohaterów wzbudza w czytelniku emocje. Ich przyczyną jest również aura tajemniczości spowijająca utwór, mnóstwo zagadkowych spraw, które przez dłuższy czas pozostają niewyjaśnione. Mimo iż właściwie cała historia jest dosyć banalna, to w żadnym wypadku nie nudna. Zdecydowanie wciąga i absolutnie nie brakuje w niej elementów zaskakujących.

Kolejnym atutem powieści są opisy ówczesnych obyczajów i oddanie klimatu minionych już czasów. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o tę kwestię, w żadnym wypadku się nie zawiodłam, autorka w stu procentach spełniła moje oczekiwania. Książka obfituje bowiem w liczne, bardzo drobiazgowe opisy dawnej Anglii - tej, której dziś już nie ma. Są one bardzo sugestywne i, co najważniejsze, w ogóle nie nużą. Wraz z innymi elementami tworzą niepowtarzalny klimat całości.

Jak już wspomniałam, Dziwne losy Jane Eyre to romans. Jednakże zupełnie inny niż te, które zdarzyło mi się czytać do tej pory. Inny tak bardzo, że przez długi czas zastanawiałam się, czy określenie powieści tym mianem na pewno nie jest błędem. Skąd wątpliwości? Na czym ta inność polega? Na tym, że jest to romans, który nie ma nic wspólnego ze współczesnymi powieściami tego gatunku, w których przeważnie większą część stanowią opisy scen erotycznych pomiędzy głównymi bohaterami, od których aż się robi mdło… Co to, to nie. To jest romans, który kojarzy się dobrze. Zachwyca prostotą, subtelnością, wyczuciem smaku w ujęciu miłości. Ta miłość naprawdę, szczerze wzrusza. Chociaż z drugiej strony muszę przyznać, że mimo wszystko trochę za mało było na kartach utworu właśnie namiętności. Miłość została opisana bardzo patetycznie, ale próżno szukać scen, w których bohaterowie otwarcie i równie patetycznie manifestują to uczucie wobec siebie poprzez czyny. Lekki dysonans, jednym słowem.

Książka niewątpliwie świetna i godna uwagi, ale nie należy spodziewać się po niej zbyt wiele. Nie powinno się oczekiwać arcydzieła, bo można się bardzo rozczarować. To po prostu przyjemna i odprężająca lektura, nadająca się w sam raz na leniwe letnie czy też zimowe wieczory.

Moja ocena: 5,5/6

„Dziecko Noego” – Éric-Emmanuel Schmitt

dzieckonoegoÉric-Emmanuel Schmitt to jeden z moich ulubionych autorów. Podbił moje serce książką Oskar i pani Róża, której chyba nikomu przybliżać nie trzeba. Teraz urzekł mnie po raz drugi – Dzieckiem Noego, choć już w nieco mniejszy stopniu niż za pierwszym razem.

Dziecko Noego to króciutka powieść, której głównym bohaterem jest mały żydowski chłopiec o imieniu Joseph. Pewnego dnia musiał on rozstać się z rodzicami. Trwała bowiem druga wojna światowa, a wiadomo, jak wówczas Niemcy obchodzili się z każdym, kto miał cokolwiek wspólnego z wyznawcami religii mojżeszowej. Matka i ojciec chcieli za wszelką cenę uratować synka. Tym sposobem trafił on w końcu pod opiekę chrześcijańskiego księdza – ojca Ponsa, który prowadził tajną ochronkę dla żydowskich dzieci. Tam chłopiec dowiedział się bardzo wiele o życiu, świecie i sobie samym.

Mogłoby się wydawać, że o holokauście napisano już wszystko i niczym nie można już czytelnika zaskoczyć. Błąd. Tym razem patrzymy na rozgrywające się wydarzenia oczami dziecka – głównego bohatera. Okrucieństwa drugiej wojny światowej i walka dobra ze złem ukazane zostały w taki sposób, w jaki widzi je i rozumie mały chłopiec.

Sposób postrzegania świata przez Josepha jest niecodzienny, bardzo dziecinny. Naszym oczom ukazuje się mały, zagubiony chłopiec, który niewiele rozumie z tego, co dzieje się wokół niego, i robi wszystko, by zrozumieć. Bohater został tak wykreowany, że wzbudza sympatię, a jego perypetie dostarczają wielu emocji.

Autor poruszył w książce bardzo ważne kwestie, które dotyczą wszystkich ludzi, a nad którymi tak rzadko się zatrzymujemy. W subtelny sposób zmusza czytelnika do zastanowienia się nad samym sobą i własnym człowieczeństwem. Pomaga mu uświadomić sobie, co to znaczy być człowiekiem i co z tego faktu wynika. Podejmuje trudne kwestie, takie jak: odkrywanie własnej tożsamości religijnej, wiara, tolerancja i siła oraz znaczenie więzi rodzinnych w rozwoju i funkcjonowaniu człowieka.

Dziecko Noego traktuje o wielu ważnych sprawach i pozwala odpowiedzieć sobie na wiele ważnych pytań. Jest to dzieło wielkiej wagi - mimo niewielkich rozmiarów. Napisane z niezwykłą prostotą, niewyrafinowanym językiem i stylem. Na dodatek niesamowicie wciąga. Od książki po prostu nie sposób się oderwać.

Po raz kolejny jestem urzeczona Schmittem. To kolejna króciutka książeczka, która zawiera w sobie bardzo wiele. Autor udowodnił, że prawdziwe piękno zawiera się w prostocie i że nawet na niewielu stronach można zawrzeć wiele istotnych kwestii i zrobić to w sposób genialny.

Moja ocena: 5/6