„W stronę Swanna” – Marcel Proust
W stronę Swanna to pierwszy tom quasi-autobiograficznego cyklu zatytułowanego W poszukiwaniu straconego czasu, napisanego przez francuskiego pisarza, Marcela Prousta. Streszczenie fabuły jest zadaniem niemal niewykonalnym. To książka bardzo emocjonalna, osobista, intymna. Utkana z emocji, przeżyć, obserwacji świata, refleksji i introspekcji, a także głębokiej autoanalizy. To opowieść o życiu, czasie, własnej duszy i innych ludziach.
Ta książka jest jedną wielką refleksją nad naturą życia, czasu i wspomnień. Jest hołdem złożonym ulotności chwili i wspomnieniom, dla snucia których, przyczynkiem staje się smak magdalenki zanurzonej w herbacie. Tak niewiele trzeba, by wywołać lawinę wspomnień, myśli, obrazów i uczuć.
„Być może nieruchomość rzeczy, które nas otaczają, została im narzucona przez naszą pewność, że są właśnie tym, niczym innym, przez usztywnienie naszego o nich myślenia”. [1]
Opowieść Prousta snuje się niespiesznie. Jest poetycka, głęboka, subtelna, wysmakowana. Ukazuje indywidualną rzeczywistość jednostki; wewnętrzny świat przeżyć głównego bohatera. Pełna jest finezyjnych opisów i głębokich, nieoczywistych metafor. To prawdziwa literacka uczta.
„Fakty nie przenikają do świata naszych wierzeń, nie rodzą ich ani nie burzą; mogą im uporczywie zaprzeczać, nie osłabiając ich”. [2]
Na kartach powieści pojawia się mnóstwo uczuć. Jest miłość i tęsknota, są wartości społeczne i różne wobec nich przyjmowane postawy ludzkie. Jest coś magicznego w sposobie obserwacji otoczenia przez głównego bohatera i fanatyzmie, z jakim pisze o drobiazgach. Snuć tak nadzwyczajną opowieść o tym, co zwyczajne, może tylko prawdziwy mistrz pióra i dla mnie Proust jest nim bez wątpienia, bo tu, to, co banalne, urasta do rangi magicznego.
„Nasze gusty nie mają wartości absolutnej, […] wszystko jest kwestią przynależności do danej epoki czy klasy, polega na modach, z których najbardziej tandetne tyleż są warte, co te uznawane ze najbardziej wytworne”. [3]
W stronę Swanna to nie tylko podróż przez wspomnienia, czas i własne wnętrze. To także podróż po życiorysach różnych osób, na poły przypadkowych, z których każda jednak odciska się w pamięci głównego bohatera w sposób wyjątkowy. Każda ukazana zostaje pod różnymi kątami widzenia i funkcjonuje w sobie tylko właściwy sposób, tak w pamięci bohatera, jak i poza nią.
„Nawet ze zwyczajnego, realistycznego punktu widzenia krainy, których pożądamy, zajmują w naszym prawdziwym życiu w każdej chwili więcej miejsca niż te, w których rzeczywiście się znajdujemy”. [4]
Proustowskie dzieło jest też w dużej mierze skarbnicą wiedzy na temat obyczajowości i przywar wyższych sfer XIX-wiecznej Francji. Dla mnie – frankofilki od wczesnych lat – informacje te były bardzo cenne. Nie wspominając już o tym, że język, styl i sposób narracji sprawiały, że zatracałam się w lekturze zupełnie, przeżywając prawdziwie intelektualną rozkosz. Niektóre zdania czytałam po wielokroć, wciąż do nich wracając.
Polecam spotkanie z twórczością Prousta wszystkim, którzy cenią sobie powieści głębokie, subtelne, wysmakowane; tym, którzy lubią prozę wymagającą, nieoczywistą, wymykającą się wszelkim znanym, utartym schematom. Na pewno nie jest to dzieło dla każdego. Sięgając po W stronę Swanna czytelnik musi być gotów na wiele kompromisów, jednak… Warto. Ja jestem piórem Prousta urzeczona i cieszę się, że w końcu dana mi było rozsmakować się w tej prozie.
Moja ocena: 6/6
_____
[1] Marcel Proust, W stronę Swanna, tłum. Krystyna Rodowska, wyd. Officyna 2018, s. 35.
[2] Tamże, s. 182.
[3] Tamże, s. 282.
[4] Tamże, s. 426.
Książkę otrzymałam do recenzji w ramach współpracy z portalem „BiblioNETka”

Uwielbiam twórczość Schmitta za jej uniwersalność, lekki styl, prosty język i jednocześnie ogromną siłę przekazu. Jego książki są generalnie krótkie, ale przy tym nieprawdopodobnie treściwe. Podejmuje w nich ważne tematy życiowe w niekonwencjonalny sposób, ale zawsze ze smakiem, wyczuciem, delikatnością.
Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? – tak zatytułował swoją książkę francuski literaturoznawca – Pierre Bayard. O jej istnieniu dowiedziałam się podczas pierwszego roku studiów, od jednego z moich wykładowców. Byłam tej pozycji bardzo ciekawa. Postanowiłam, że muszę ją przeczytać. Właściwie niczego konkretnego od niej nie oczekiwałam. Kierowała mną czysta ciekawość, co książka o takim tytule może w sobie zawierać, bo kompletnie nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić. Dodatkowo moją ciekawość podsycał fakt, że napisał ją literaturoznawca – człowiek reprezentujący środowisko naukowe. Nie dawało mi to spokoju.
Już jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z twórczością Aleksandra Dumasa ojca. Ponieważ spotkanie to wypadło nader pomyślnie, zapragnęłam zaznajomić się również z piórem jego syna, który imię odziedziczył po ojcu. Zdecydowałam się w pierwszej kolejności sięgnąć po jego najpopularniejsze dzieło – Damę kameliową, inspirowaną ponoć wydarzeniami, które miały miejsce naprawdę.
Pułapka Dantego to thriller historyczny autorstwa współczesnego francuskiego pisarza. Akcja utworu rozgrywa się w osiemnastowiecznej Wenecji. Pewnego wieczoru w miejscowym teatrze dochodzi do wyjątkowo brutalnego mordu. Wenecki doża zadanie wytropienia zabójcy zleca Pietrowi Viravolcie – niezwykle sprytnemu przestępcy, który w tym celu zostaje zwolniony z więzienia. Prowadzi on śledztwo z dużym zaangażowaniem, ma bowiem własny interes w tym, aby zakończyło się sukcesem. Jednak mimo usilnych starań i sprytu Pietro cały czas pozostaje o krok w tyle za zbrodniarzem i za każdym razem, gdy wydaje się, że zagadka zostanie lada moment rozwikłana, dochodzi do kolejnego morderstwa… Szybko okazuje się, że każde z nich popełniane jest według ściśle określonego porządku. Tajemniczy zabójca wybiera i zabija swoje ofiary zgodnie ze schematem dziewięciu kręgów piekielnych opisanych w pierwszej części Boskiej komedii Dantego.