„Między aktami” – Virginia Woolf
Z twórczością Virginii Woolf zetknęłam się po raz pierwszy kilka lat temu, na studiach. Brałam wówczas udział w warsztatach translatorskich organizowanych w ramach Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury. Warsztaty te prowadziła nieznana mi wtedy jeszcze wybitna tłumaczka, Magdalena Heydel – specjalistka od twórczości Virginii Woolf i literatury angielskiej. Podczas warsztatów miałam okazję przekonać się jak wielkim wyzwaniem intelektualnym i językowym potrafi być twórczość Woolf. Jej tłumaczka opowiadała nam – uczestnikom warsztatów – o pułapkach i zagwozdkach, na jakie sama natrafiła podczas przekładu opowiadań angielskiej pisarki. Na koniec mieliśmy okazję sami zmierzyć się z jednym z tekstów i wystawić swoje translatorskie umiejętności na próbę. Pamiętam, że poległam w przedbiegach. Obiecałam sobie jednak wtedy, że muszę koniecznie poznać bliżej twórczość Virginii Woolf, najlepiej w przekładzie Magdaleny Heydel… Okazja nadarzyła się niedawno dzięki Wydawnictwu Literackiemu, które właśnie wydało dwie powieści Woolf w przekładzie Heydel. O jednej z nich dziś opowiem.
Między aktami to ostatnia powieść Virginii Woolf. Pisarka ukończyła ją zaledwie miesiąc przed samobójczą śmiercią. Akcja powieści dzieje się latem 1939 roku. Dostajemy tu opis jednego dnia z życia pewnej rodziny. Poznajemy powoli i stopniowo stosunki łączące jej członków, a także, wraz z nimi, jesteśmy obserwatorami amatorskiego przedstawienia, które odbywa się w tym dniu w wiosce…
Tak jak sugeruje tytuł, to, co najważniejsze w tej powieści, dzieje się między aktami przedstawienia, które rozgrywa się na oczach zarówno bohaterów, jak i czytelnika. Całościowo jest to utwór bardzo fragmentaryczny, na pierwszy rzut oka nawet chaotyczny. Lektura od samego początku wymaga nie byle jakiego skupienia, a to z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to powieść bardzo sensualna. Fabuła jest prosta, ale akcja toczy się niespiesznie. Po drugie główny jej przekaz wynika nie z tego, co zostało powiedziane, ale z tego, co zostało przemilczane. Tutaj więcej jest do wyinterpretowania niż do wyczytania. Występuje tu mnogość symboli, zagęszczenie ukrytych znaczeń i sensów naddanych.
O tym, że książka jest prosta tylko pozornie, o czym dobitnie przekonamy się, jeśli zajrzymy do posłowia od tłumaczki. Okazuje się, że aby zrozumieć i docenić Między aktami w pełni trzeba nie lada rozeznania w literaturze anglosaskiej. Jest to, bowiem powieść wybitnie intertekstualna, naszpikowana niemal na każdym kroku cytatami, parafrazami i innymi nawiązaniami do twórczości szeregowych twórców literatury angielskiej. Docenienie i wyłapanie tych nawiązań jest dla polskiego czytelnika tym większym wyzwaniem, że spora część dzieł, do których tak ochoczo odwołuje się Woolf, jest niedostępna w polskim przekładzie. Wiele, więc może nam umknąć, jeśli nie jesteśmy zapalonymi czytelnikami klasyków angielskich w oryginale.
Czy polecam Między aktami? To zależy. Nie jest to powieść dla każdego. Jest duszna i tajemnicza. Mnie osobiście odrzucała i przyciągała zarazem. Męczyła mnie na swój sposób, a jednocześnie nie mogłam się od niej oderwać. Czytając ją trzeba się bardzo skupić i poświęcić lekturze bez reszty, od początku do końca. Należy być gotowym na wielopłaszczyznowy intelektualny wysiłek. Ja przyznaję, że nie doceniłam w pełni tego dzieła. Zabrakło mi tego rozeznania w literaturze angielskiej, które wydaje się być kluczowe dla ostatecznego zrozumienia powieści, a na które zwraca uwagę tłumaczka.
Moja ocena: 3,5/6
Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa Literackiego.

Książkę zgłaszam do wyzwania Trójka e-pik
W stronę Swanna to pierwszy tom quasi-autobiograficznego cyklu zatytułowanego W poszukiwaniu straconego czasu, napisanego przez francuskiego pisarza, Marcela Prousta. Streszczenie fabuły jest zadaniem niemal niewykonalnym. To książka bardzo emocjonalna, osobista, intymna. Utkana z emocji, przeżyć, obserwacji świata, refleksji i introspekcji, a także głębokiej autoanalizy. To opowieść o życiu, czasie, własnej duszy i innych ludziach.
Przeminęło z wiatrem to jedna z tych książek, o których słyszał z pewnością każdy. Powstała w pierwszej połowie dwudziestego wieku, a opowiada o wydarzeniach jeszcze wcześniejszych. Margaret Mitchell zabiera nas do amerykańskiego stanu Georgia w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku. Stamtąd pochodzi główna bohaterka utworu – Scarlett O’Hara, która na początku powieści liczy sobie ledwie kilkanaście lat. Jest córką miejscowego plantatora bawełny, dziewczyną niebywale dumną, zadziorną, upartą i mściwą. Zawsze wie, czego chce i nie spocznie, dopóki tego nie dostanie. Gdy obiekt jej uczuć, Ashley Wilkes, staje z inną przed ołtarzem, postanawia ukarać go w osobliwy sposób: mianowicie wychodzi za mąż za brata jego wybranki. Po zaślubinach obaj panowie wyruszają na front, by wziąć udział w toczącej się wojnie secesyjnej. Mąż głównej bohaterki niebawem ginie, a ona zostaje młodą wdową. Obok siebie ma znienawidzoną Melanię Wilkes, która nie dość, że jest kompletnie nieświadoma awersji ze strony szwagierki, to jeszcze sama darzy ją ogromną sympatią. Jak ukształtują się dalsze losy tych dwóch kobiet i innych bohaterów z ich otoczenia? Jedno jest pewne – będą burzliwe i zaskakujące.
Duma i uprzedzenie to klasyka przez duże „K”. Autorką dzieła jest znana, dziewiętnastowieczna pisarka angielska – Jane Austen. Treść trudno jest przybliżyć w kilku zdaniach, gdyż jest to powieść wielowątkowa, obfitująca w liczne zwroty akcji, a na jej kartach występuje mnóstwo barwnych, skonstruowanych z najwyższą starannością i dbałością o szczegóły, postaci.
Już jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z twórczością Aleksandra Dumasa ojca. Ponieważ spotkanie to wypadło nader pomyślnie, zapragnęłam zaznajomić się również z piórem jego syna, który imię odziedziczył po ojcu. Zdecydowałam się w pierwszej kolejności sięgnąć po jego najpopularniejsze dzieło – Damę kameliową, inspirowaną ponoć wydarzeniami, które miały miejsce naprawdę.