„Julia” – Anne Fortier

juliaLubię dramaty Szekspira między innymi za to, że są ponadczasowe. Kolejne pokolenia twórców, nie tylko pisarzy, wciąż nawiązują do szekspirowskiej spuścizny. Nawiązań i rozmaitych reinterpretacji jest na tyle dużo, że czasem odnoszę wrażenie, iż kultura, szczególnie współczesna, przetworzyła już dzieła Szekspira na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza zaś Romea i Julię; sam motyw ich miłości stał się po prostu oklepany. Dlatego na ogół z rezerwą podchodzę do książek, w których takie nawiązania są częste i wyraźne. Przecież to wszystko już było!

Ostatnio zatęskniłam trochę za Szekspirem. Nie miałam jednak ochoty na klasykę, ambitną literaturę. Chciałam tym razem przeczytać coś lżejszego. Zdecydowałam się więc na Julię autorstwa Anne Fortier, którą BiblioNETka od dłuższego już czasu wymieniała na pierwszej stronie listy polecanych mi książek. Po przeczytaniu mogę śmiało powiedzieć, że biblioNETkowy system rekomendacji po raz kolejny mnie nie zawiódł.

Główną bohaterką jest Julie Jacobs. Ona i jej siostra Janice są z pochodzenia Włoszkami, ale po śmierci rodziców trafiają pod opiekę ciotki mieszkającej w Ameryce. Gdy ta również umiera, okazuje się, że cały jej majątek przypada w udziale Janice. Julie otrzymuje tylko pewien list oraz kluczyk do skrytki jednego ze sieneńskich banków, gdzie rzekomo znajduje się to, co zostawiła dla niej matka. Młoda kobieta udaje się więc do Sieny, wyobrażając sobie, że czeka tam na nią majątek. Zamiast niego znajduje jedynie kilka drobiazgów. Między innymi plik starych listów i mocno sfatygowany egzemplarz Romea i Julii… Skonfundowana bohaterka postanawia poznać dokładnie tajemniczą rodzinną historię i znaleźć odpowiedzi na liczne nurtujące ją pytania. Dokąd zaprowadzą ją poszukiwania? Czego dowie się o swoim pochodzeniu i rodzinie?

Julia to znakomita powieść, stanowiąca pod względem gatunkowym swoistą mieszankę; thriller po trosze romantyczny, a po trosze historyczny. Dominują tu dwa wątki: romantyczny i kryminalny. Akcja zaś toczy się na dwóch płaszczyznach: współcześnie i w średniowieczu. Co chwilę przeskakujemy w czasie. Początkowo mi się to nie spodobało. Raczej nie przepadam za książkami, w których narracja prowadzona jest dwutorowo. Przeważnie nie mogę się wtedy skupić na lekturze. Ciągła zmiana mnie rozprasza. Zwykle faworyzuję jedną część i na niej skupiam się bardziej, kosztem tej drugiej. Tym razem, o dziwo, dałam się porwać bez reszty. Fortier poprowadziła obie narracje bardzo starannie i umiejętnie. Przejścia od jednej do drugiej są płynne, niemal niezauważalne. Podczas lektury błyskawicznie zapomniałam o moich uprzedzeniach. Za to - ogromny plus.

Przechodząc pomiędzy współczesnością i czternastym wiekiem, towarzyszymy na przemian dwóm Juliom. Wspomnianej już głównej bohaterce i jej średniowiecznej protoplastce. Tej, która - jak się okazuje - była pierwowzorem bohaterki Szekspirowskiego dramatu. Przy okazji poznajemy alternatywną, stworzoną w wyobraźni autorki, historię powstania Romea i Julii. Każdy rozdział rozpoczyna się jakimś cytatem z Szekspira. Wersja wydarzeń zaproponowana przez Anne Fortier jest zupełnie inna od oficjalnej, ale została przedstawiona w taki sposób, że kilkakrotnie miałam wrażenie, iż ona właśnie jest tą prawdziwą. Autorce prawie udało się mnie wykiwać. I za to kolejny duży plus. Bardzo wysoko cenię pisarzy, którzy umieją tak wodzić czytelnika za nos, że ten zaczyna się zastanawiać, co jest prawdą, a co fikcją.

Czytanie Julii trochę przypominało mi jazdę kolejką górską. To dzięki wartkiej akcji, która obfituje w liczne zwroty i pędzi na łeb na szyję, nie pozwalając ani na chwilę oderwać się od lektury, a także dzięki serii zaskakujących zdarzeń. Nic nie jest tu takie, jakim się wydaje, a intryga kryminalna odznacza się wysokim stopniem skomplikowania. Została starannie przemyślana i poprowadzona.

Kolejnym atutem powieści jest niepowtarzalny, uroczy klimat. Ma ona w sobie coś magicznego, czarującego. Fabuła jest niebanalna. Autorka miała na nią bardzo oryginalny pomysł, który udało jej się zrealizować z pełnym sukcesem. Julia momentami bawi, momentami wzrusza, a przez cały czas trzyma w napięciu.

Język na ogół jest potoczny, szczególnie w dialogach, i niezwykle emocjonalny. Pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Sama nie jestem fanką zbyt emocjonalnego stylu, ale tutaj jakoś zupełnie mnie on nie raził. Nie powiem, żeby był zaletą, ale wpasował się w całość na tyle, że nie uznaję go też za wadę. W pewnym sensie nawet dobrze współgra z pędzącą na złamanie karku akcją.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym atucie tej powieści, który zwiększa przyjemność jej czytania, mianowicie o opisach Sieny, gdzie rozgrywa się akcja. Są one liczne, drobiazgowe, bardzo sugestywne, realistyczne i malownicze. Pojawiają się też wzmianki o historii miasta. Czytając miałam wrażenie, jakbym tam była osobiście. To zdecydowanie sprzyjało całkowitemu zatraceniu się w lekturze.

Drobnym mankamentem, o którym muszę wspomnieć, jest kreacja głównej bohaterki. To dwudziestokilkuletnia kobieta, jednak uważam, że zdecydowanie zbyt naiwna jak na osobę w tym wieku. Momentami jej zachowanie, postępowanie było w moich oczach nieco infantylne. Niemniej jednak te drobne wady giną w morzu zalet i nie rzutują na moją ostateczną ocenę książki.

Julię czytałam z ogromną przyjemnością i dużym zainteresowaniem. Jest utrzymana na bardzo wysokim, jak na ten typ literatury, poziomie. W każdym razie moim zdaniem. Oryginalna, przemyślana, wciągająca i pasjonująca. Polecam ją tym, którzy lubią niebanalne czytadła i połączenie kryminału z romansem.

Moja ocena: 6/6

„Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz” – Lisa See

kwiatsnieguiwachlarzBardzo lubię powieści obyczajowe, które pozwalają mi przenieść się w odległy zakątek świata i poznać kulturę inną niż europejska. Jedną z książek, które mi to umożliwiły jest Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz Lisy See. Autorka zabiera nas do dziewiętnastowiecznych Chin, gdzie pewnego dnia dwie zupełnie sobie obce, a jednocześnie podobne do siebie dziewczynki – Lilia i Kwiat Śniegu - zostają połączone kontraktem przyjacielskim. Odtąd stają się sobie bardzo bliskie. Mimo iż nie mają zbyt wielu okazji do spotkań, cały czas komunikują się ze sobą za pomocą sekretnego kobiecego pisma, zwanego nu shu. Towarzyszymy im przez całe życie, poznajemy ich smutki, radości oraz jesteśmy świadkami trudnych i pięknych momentów, które stają się udziałem każdej z dziewcząt.

Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz może na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie tandetnego kobiecego czytadła. W rzeczywistości jednak nic bardziej mylnego. Nota na okładce informuje, że książka opowiada o przyjaźni dwóch dziewczynek na tle kultury chińskiej. Ja powiedziałabym jednak, że jest na odwrót. Istotnie - wątek przyjaźni Lilii i Kwiatu Śniegu jest niezaprzeczalnie główny i przewija się przez cały utwór. Niemniej jednak uważam, że choć został poprowadzony w sposób bardzo dobry technicznie i ciekawy, jest jedynie pretekstem do ukazania obyczajów i kultury dziewiętnastowiecznych Chin.

Przede wszystkim utwór ukazuje trudną i złożoną sytuację kobiet w kraju, w którym prym wiodą przedstawiciele płci męskiej. Kobieta jest tam traktowana jak kosztowna w utrzymaniu rzecz. Nie ma mowy o jakiejkolwiek autonomii. Jako dziewczynka jest własnością ojca, jako żona należy do męża, a później jest całkowicie zależna od swojego syna. Życie przedstawicielek płci pięknej naznaczone jest nieustannym bólem, cierpieniem i upokorzeniem - od kołyski aż po grób. Jedyne, czego się od kobiet oczekuje, to posłuszeństwo i pracowitość.

Wszystkie wydarzenia i chińskie obyczaje przedstawione zostały w sposób nieprawdopodobnie realistyczny. Autorka posługuje się barwnym, plastycznym i żywym językiem, który sprawia, że tworzone przez nią obrazy są wysoce sugestywne i silnie oddziałują na wyobraźnię czytelnika. Do tego wszystko, co tyczy się kultury i obyczajowości opisane zostało z najdrobniejszymi szczegółami. W konsekwencji utwór wzbudza całą gamę różnorodnych emocji. Mnie najtrudniej było czytać o procesie krępowania stóp małym dziewczynkom, który dzięki szczegółowemu i sugestywnemu przedstawieniu prezentował się po prostu drastycznie i budził moje przerażenie.

Lisa See napisała swoją powieść bazując na zapiskach poczynionych przez kobiety żyjące w dziewiętnastowiecznych Chinach. Chociaż sama fabuła jest fikcją literacką, wszelkie informacje dotyczące kultury i realiów życia w dziewiętnastowiecznych Chinach są jak najbardziej zgodne z prawdą. Fakt ten w połączeniu ze świetnym językiem sprawia, że książka bardzo dobrze oddaje klimat epoki, w której rozgrywają się opisane w niej wydarzenia.

Równie dobrze zostały skonstruowane postaci głównych bohaterek. One także są bardzo realistyczne, z krwi i kości. Troski i radości codziennego życia dzielą nie tylko ze sobą, ale w pewnym stopniu i z czytelnikiem. Ich losy i postępowanie wzruszają, zachęcają do refleksji, a niekiedy wstrząsają do głębi, przerażają. Zarówno Lilia, jak i Kwiat Śniegu budzą pewną sympatię. Nie sposób ich nie polubić, chociaż w niektórych momentach są irytujące i zachowują się - przynajmniej z mojego punktu widzenia - dziwnie, irracjonalnie wręcz. Bywało, że lektura stawała się dla mnie nieco nużąca, ale myślę, że można przymknąć na to oko, bo nie był to stan permanentny, a jedynie krótkie momenty.

Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz to utwór, który zdecydowanie polecam. Przede wszystkim miłośnikom powieści obyczajowych i tym, którzy lubią lektury wzbudzające liczne emocje. To niesamowita opowieść o przyjaźni, poświęceniu, ogromnej mocy tradycji i sile kobiet.

Moja ocena: 5,5/6

„Żegnaj Afryko” – Corinne Hofmann

zegnajafrykoJuż czytając Białą Masajkę byłam niezmiernie ciekawa, jak potoczyły się dalej losy autorki. Uciekła z Kenii, wróciła z córeczką do Szwajcarii i co? Przecież kilka lat wcześniej porzuciła wszystko. Utraciła nawet szwajcarskie obywatelstwo. Nie miała zupełnie nic i czekało ją - po raz kolejny zresztą - rozpoczęcie wszystkiego od zera. Sytuacja patowa i tym trudniejsza, że Corinne musiała zatroszczyć się nie tylko o siebie, ale i o swoją kilkuletnią córkę. Jak udało się jej od nowa ułożyć sobie życie w ojczyźnie? Odpowiedź na te pytania przyniosła książka Żegnaj Afryko.

Sięgnęłam po Żegnaj Afryko bez wahania i nie ukrywam, że miałam w stosunku do niej dość duże oczekiwania. Niestety muszę powiedzieć, że się zawiodłam i to na wielu płaszczyznach.

Nigdy nie liczyłam na to, że Żegnaj Afryko dostarczy mi tyle samo emocji co Biała Masajka, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że podczas lektury jakieś emocje towarzyszyć mi będą. Tymczasem kontynuacja bestsellera pani Hofmann nie dostarcza ich wcale. Wynika to z faktu, że o wielu sytuacjach, które były niewątpliwie ciekawe, autorka wspomina jedynie pobieżnie w kilku raptem zdaniach. Szkoda, bo jestem pewna, że gdyby zdecydowała się poświęcić pewnym wątkom nieco więcej uwagi, zamiast traktować je po macoszemu, książka wiele by zyskała.

W kontynuacji Białej Masajki Corinne Hofmann opowiada między innymi o tym, jak wyglądał jej powrót do cywilizacji. Mogłoby się wdawać, że po opuszczeniu buszu powrót do Szwajcarii, gdzie się wychowała, do cywilizacji, nie będzie niczym trudnym. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że nawet powrót do tego, co znajome może wywołać szok kulturowy, i że do cywilizacji też trzeba się powoli i stopniowo przyzwyczajać, nawet jeżeli już wcześniej żyło się w wysoko rozwiniętym kraju. Sądziłam też, że skoro autorka wyrwała się z Afryki, to będzie chciała zerwać wszelkie więzi łączące ją z tym kontynentem. Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Corinne cały czas szuka kontaktu z Afryką, myśli o kraju męża…

Książka nie jest beznadziejna. Jest umiarkowanie ciekawa, czyta się ją jako tako, ale niestety z pierwszą częścią nie ma jej co porównywać. Ma wiele wad, których nie sposób nie zauważyć i dla większości czytelników Białej Masajki będzie z pewnością rozczarowaniem. Bo o ile Biała Masajka ma w sobie „to coś” i powstała z potrzeby serca, spontanicznie (czy jak to nazwać), Żegnaj Afryko jest pozycją napisaną ewidentnie pod publiczkę. Można to zauważyć bez trudu. Ten fakt aż bije po oczach. Książka ma swoje walory, owszem, ale nie podlega dyskusji, że pisana była „na siłę”. To się po prostu wyczuwa podczas czytania, a można także wywnioskować analizując postępowanie autorki…

Podczas lektury Hofmann niejednokrotnie wzbudzała we mnie irytację swoimi poczynaniami. Nie raz i nie dwa odnosiłam wrażenie, że zachwyca się samą sobą, tym, jaka jest wspaniała, jak świetnie sobie poradziła z uporządkowaniem swojego życia, z rozpoczęciem wszystkiego od zera. Niestety, nie oszukujmy się, pani Corinne zdecydowanie najwięcej zawdzięcza w tym wypadku szczęśliwym zbiegom okoliczności, których w jej życiu od powrotu do Szwajcarii było niemało. Nie mówię, że sobie nie zawdzięcza nic, ale zdecydowanie ma kobieta po prostu „więcej szczęścia niż rozumu”. Takie jest moje zdanie.

Książka obok licznych wad ma także dobre strony. Najbardziej spodobał mi się w niej szczegółowo opisany proces powstawania Białej Masajki. Moim zdaniem, to wątek bardzo ciekawy i właściwie jedyny, który nie został potraktowany w Żegnaj Afryko po macoszemu, a tak, jak powinien. Dowiadujemy się ze szczegółami wszystkiego o powstaniu i sukcesie Białej Masajki. Od pierwszej myśli, żeby napisać książkę, do jej światowego sukcesu. Zawsze mnie to interesowało, więc jestem usatysfakcjonowana.

Żegnaj Afryko nie ma w sobie nic szczególnego, ale mimo wszystko wciąga. Jest jednakże również świadectwem tego, iż czasami autorzy powinni poprzestać na pierwszym tomie swojego dzieła, zwłaszcza jeśli okazał się on sukcesem… Nie od dziś wiadomo, że „co za dużo, to niezdrowo” oraz że „lepszy niedosyt niż przesyt”.

Książki nie polecam ani nie odradzam. Jeśli ktoś czytał Biała Masajkę i lektura obudziła w nim ciekawość co do dalszych wydarzeń, to może przeczytać. Najpierw jednak zalecam wyzbycie się wszelkich oczekiwań, co by się przypadkiem gorzko nie rozczarować. To po prostu takie lekkie czytadło. Króciutkie. W sam raz na leniwe, letnie popołudnie.

Moja ocena: 2,5/6

„Dom sióstr” – Charlotte Link

domsiostrMałżeństwo dwójki prawników - Barbary i Ralpha jest bliskie rozpadu. Aby podjąć próbę uratowania związku, małżonkowie wybierają się na urlop do niewielkiego domu na jednej z angielskich wsi. Wynajęty przez nich domek znajduje się na kompletnym odludziu. Gdy przychodzi śnieżyca, natychmiast odcina ich od świata. Trudno jest myśleć o ratowaniu małżeństwa, kiedy z powodu braku ogrzewania doskwiera chłód, a do tego zapasy jedzenia są skąpe i nieustannie burczy człowiekowi w brzuchu. Każde z małżonków próbuje na swój sposób uporać się z beznadziejnym położeniem, w jakim się znaleźli. Barbara niespodziewanie natrafia wówczas na pamiętnik, którego autorką jest poprzednia, nieżyjąca już, właścicielka domu. Wraz z Barbarą poznajemy przepiękną, ale i nieco mroczną historię domu, rodziny i życia zmarłej Frances Gray. Barbara nie wie, jak wielkie zagrożenie ściągnie na nią lektura starych zapisków.

Historia Frances Gray to pasjonująca saga rodzinna z elementami kryminalnymi, a jednocześnie ciekawa opowieść obyczajowa. Bohaterowie wraz ze swoimi problemami przedstawieni zostali na tle problemów, z jakimi borykała się praktycznie cała Europa u progu dwudziestego wieku. Dowiadujemy się co nieco o okrucieństwach pierwszej wojny światowej i panujących wówczas nastrojach społecznych.

Na pierwszy plan w opowieści Frances wysuwają się zdecydowanie perypetie jej i jej najbliższych - fascynujące, zaskakujące i niesamowicie wciągające. Mowa w niej o miłości, nienawiści, lojalności, głęboko skrywanych rodzinnych tajemnicach, walce, rozczarowaniu, cierpieniu. Wiele wątków składa się na tę jedyną w swoim rodzaju historię.

Zapiski Frances to w głębszym znaczeniu również przepiękne studium ludzkiej psychiki, dotyczą bowiem życiowych decyzji - trafnych i tych mniej - oraz ich konsekwencji. Tych natychmiastowych i tych, które dadzą o sobie znać dopiero po dłuższym czasie.

Wszyscy bohaterowie powieści budzą całą gamę rozmaitych uczuć – skrajnych i bardzo silnych. Jeden denerwuje, inny irytuje, kolejny budzi politowanie, a jeszcze inny podziw czy sympatię. Do każdego mam indywidualny stosunek. Mnie najbardziej zafascynowała właśnie Frances. Jest to chyba najbardziej zagadkowa postać. Wyjątkowa, silna i niesamowicie odważna kobieta, pełna sprzeczności.

Ogromnie podobały mi się klimat i atmosfera Domu sióstr. Są one niepowtarzalne, magiczne i, moim zdaniem, bardzo realistyczne. Natychmiast udzielają się czytelnikowi. Podczas lektury czułam się tak, jakbym była uczestniczką wszystkich opisywanych w książce wydarzeń.

Wadą powieści - w moim odczuciu - był momentami styl. We fragmentach dotyczących Barbary i Ralpha stawał się on nużący i trochę ciężkostrawny. Na szczęście w - stanowiących większą część lektury - zapiskach Frances nie mogę się do niego przyczepić.

Podsumowując. Uważam, że Dom sióstr to rewelacyjna książka. Wciągająca, nastrojowa, wielowątkowa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, napisana przystępnym, ale pięknym językiem. Mimo wszystko jednak jestem zdania, iż zachwyt nad tą pozycją jest - delikatnie mówiąc - ciut przesadzony. Owszem, to fantastyczna powieść, ale nie jest - jak można by sądzić na podstawie cen, jakie osiąga na aukcjach internetowych - arcydziełem wszechczasów.

Moja ocena: 5/6

„Na wschód od Edenu” – John Steinbeck

nawschododedenuSą takie książki, nad którymi zastanawiam się bardzo długo, zanim wreszcie zdecyduję się po nie sięgnąć. Do nich zalicza się Na wschód od Edenu Steinbecka. Chyba rok, jeśli nie dłużej, zastanawiałam się: „przeczytać czy nie?”, zanim wreszcie zdecydowałam się dać Seinbeckowi szansę. A i wtedy jeszcze nie byłam przekonana, czy na pewno dobrze robię. Pierwsze wrażenie też nie było najlepsze, ponieważ źle się nastawiłam już na samym początku i nie bardzo rozumiałam, o co chodzi. Na szczęście szybko się to zmieniło i dostrzegłam, że wszystko, co uważałam początkowo za bezsensowne, ma w tej książce znaczenie i układa się w jedną całość.

Na wschód od Edenu to pod wieloma względami urzekająca wielowątkowa saga rodzinna. Opowiada o losach dwóch rodzin żyjących w Kalifornii na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. W istocie jednak jest to opowieść o całej ludzkości i jednocześnie o każdym człowieku z osobna. Czas i miejsce akcji nie mają żadnego znaczenia dla wymowy utworu i przesłania, jakie on ze sobą niesie.

Steinbeck właściwie przedstawił tylko historię zwykłych ludzi. Takich, jakich spotkać możemy wszędzie, takich, jakimi jesteśmy my sami. Pokazał bliskie nam wszystkim problemy, rozterki, radości. Opowiedział bardzo po ludzku o miłości, nienawiści, przyjaźni, zazdrości, odrzuceniu, dojrzewaniu, poznawaniu i odkrywaniu samego siebie. Jednocześnie poddał to wszystko wnikliwej i subtelnej analizie, zmuszając czytelnika do zastanowienia się nad samym sobą, własnym człowieczeństwem, własnymi uczuciami, stosunkiem do siebie samego, do świata i do innych ludzi.

W podjęciu dogłębnej i rzetelnej autorefleksji pomaga nam cała plejada rozmaitych postaci. Każda z nich jest indywidualna, specyficzna, ale nawzajem się uzupełniają - zupełnie jak ludzie w realnym życiu. Każda ucieleśnia inny aspekt człowieczeństwa i życia - mamy więc niepowtarzalną okazję prześledzenia rozmaitych postaw życiowych. Urzekające i wnikliwe studium psychologiczne postaci pozwala przyjrzeć się każdemu z tych aspektów niejako z osobna. A w sumie uzyskujemy pełny i bardzo realistyczny obraz człowieczeństwa.

Wszyscy bohaterowie wzbudzają w czytelniku emocje. Naturalnie każdy inne. Jak już wspomniałam, są silnie zindywidualizowani. Widać to właściwie na każdym kroku. Czemu to ma służyć, również już napisałam. Ponadto wszyscy są, wbrew pozorom, dosyć jednoznaczni. Generalnie są dobrzy lub źli i nietrudno wyczuć, kto do której grupy się zalicza. Mimo to jednak każda z osób występujących na kartach tej powieści ma w sobie zarówno pierwiastek dobra, jak i zła. Dzięki temu autor pokazał nam wyraźnie, że dobro i zło nieustannie krzyżują się w człowieku.

Wyjątek stanowi tutaj Cathy - od początku do końca jest zła i nie ma w niej ani krztyny dobroci. Jej zło jest niczym nieuzasadnione, niewytłumaczalne. Każdy z bohaterów Na wschód od Edenu jest tak naprawdę symbolem; i każdy symbolizuje coś innego. Ta kobieta jest ucieleśnieniem zła - obecnego na świecie wszędzie tam, gdzie jest człowiek, z którym każdy będzie się musiał prędzej czy później zmierzyć.

Kreacja bohaterów i wnikliwe studium psychologiczne każdego z nich dają - jak już wspomniałam - ważenie realizmu. Widać, że autorowi na nim zależało, ponieważ aby je spotęgować, zastosował jeszcze szereg innych środków, takich jak liczne szczegółowe opisy kalifornijskiego klimatu, tamtejszej fauny i flory. Oprócz tego gdzieś w tle pojawiają się wzmianki na temat panujących ówcześnie w Ameryce nastrojów społecznych i politycznych. Steinbeck zadbał o każdy - najmniejszy nawet - szczegół.

Dla zrozumienia utworu niezwykle ważne jest zwrócenie uwagi na symbolikę postaci Kaina i Abla. Z mojego punktu widzenia było to dosyć trudne i trochę czasu upłynęło, zanim ją dostrzegłam i odczytałam właściwie jej sens i cel.

Powieść Steinbecka to niezwykle barwna historia o zmaganiu się dobra ze złem. Przekazuje ona prawdę uniwersalną o życiu i świecie. Uważam, że tę pozycję warto przeczytać, choć momentami styl autora jest, moim zdaniem, zbyt chaotyczny i nieco za ciężki. To na pewno nie było moje ostatnie spotkanie ze Steinbeckiem.

Moja ocena: 5/6