„Okultystyczne korzenie światowej rewolucji” – Michał Krajski
Od dawna już interesuję się religiami, różnymi wierzeniami itp. Toteż, kiedy trafiłam na książkę Michała Krajskiego, Okultystyczne korzenie światowej rewolucji. Ezoteryka w służbie postępu, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Autor – z wykształcenia historyk i filozof – skupia się tu szczególnie na ideologii komunistycznej, ukazując jak ogromny wpływ na jej rozwój miała szeroko pojęta tradycja pogańska, okultystyczna i ezoteryczna. Co ma wspólnego komunizm z ezoteryką? Okazuje się, że dużo. W życiu nie przypuszczałabym, że aż tyle.
Całkiem możliwe, że czytając moją recenzję, właśnie pukasz się w czoło. Nie dziwię się. Przyznaję, że sama sięgając po książkę, trochę się obawiałam, iż znajdę w niej mnóstwo szalonych teorii spiskowych i nieznajdujących naukowego podparcia hipotez nawiedzonego fanatyka religijnego. Taką, bowiem łatkę często przypisują Michałowi Krajskiemu jego krytycy. Otóż – nic z tych rzeczy!
„Można powiedzieć, że kiedy mówimy o „ezoterycznych źródłach komunizmu”, dotykamy nie tyle przyczyn komunizmu czy okoliczności im towarzyszących, ile praprzyczyn, bez uwzględnienia których wciąż coś nam będzie umykać. Dopiero w ich świetle widać ezoteryczną naturę komunizmu, z której nie zdawało sobie sprawy nawet wielu komunistów, wierzących, że wyznają ideologię wolną od wszelkich konotacji religijnych”. [1]
Lektura tej książki okazała się być dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem. Jak już wspomniałam, autor jest z wykształcenia historykiem oraz filozofem i to po prostu widać. Od pierwszych stron szczegółowo i metodycznie zaznajamia czytelnika z tradycją filozoficzną, zaczynając na pitagorejczykach i orfikach, poprzez Platona i jeszcze kilku innych, a na Marksie i Leninie skończywszy. Żadnych teorii spiskowych i niepewnych domniemań. Same fakty i sucha wiedza – historyczna i filozoficzna. Każda informacja została rzetelnie udokumentowana odwołaniem do wiarygodnego źródła historycznego. Jeśli autor powołuje się na inne publikacje naukowe, to nie zapomina o przypisach.
Książkę ubogacają również różnorodne ryciny i fotografie. I tak na przykład, każdy symbol okultystyczny, do którego autor się odwołuje, zostaje przedstawiony i wyczerpująco omówiony z uwzględnieniem poszczególnych elementów jego symboliki, jak i jego znaczenia w tradycji ezoterycznej, jako takiego. Świetna robota!
Okultystyczne korzenie światowej rewolucji to dla mnie prawdziwa uczta intelektualna. Bardzo interesuję się filozofią (zdawałam nawet ten przedmiot na maturze, jako jedyna osoba z całej szkoły) i mam naprawdę sporą wiedzę z tego zakresu, poszerzaną jeszcze w trakcie studiów polonistycznych, na których filozofia była przedmiotem obowiązkowym. A jednak, dzięki Michałowi Krajskiemu uświadomiłam sobie, jak wiele wciąż nie wiedziałam. To odkrycie mnie zaszokowało i zaskoczyło, ale na plus. Dzięki wnikliwości i rzetelności autora, poznałam nowe oblicze poszczególnych filozofów czy doktryn filozoficznych, którego dotychczas w ogóle nie znałam.
Czy wiedzieliście, że Karol Marks – twórca marksizmu – w młodości fascynował się szatanem i pisywał manifesty satanistyczne? A o tym, że starym, poczciwym pitagorejczykom (tak, tym od twierdzenia Pitagorasa) matematyka miała w założeniu służyć do wyzwolenia się z ciała i umożliwić człowiekowi stanie się bogiem? Albo że… A nie! Dość już tych smaczków…
„Komuniści byli spadkobiercami starożytnych orfików, średniowiecznych herezjarchów, renesansowych różokrzyżowców i oświeceniowych masonów. Przyjęcie materializmu dialektycznego i historycznego, absolutyzacja walki klas, postawienie na terror i rewolucję jako jedyne środki do wyzwolenia ludzkości – wszystko to sprawiło, że stali się oni wyznawcami najbardziej fanatycznej religii w dziejach, której ofiarą padły miliony ludzi”. [2]
Cała ta wiedza znakomicie została osadzona w kontekście historycznym i skonfrontowana z wiedzą, jakiej dostarcza właśnie historia. Michał Krajski napisał książkę naukową, niezwykle rzetelną, wyważoną, ale i konkretną. Stawia w niej śmiałe tezy, ale tylko takie, które da się poprzeć naukowo i udowodnić w oparciu o konkretne źródła. Nie są to w żadnej mierze luźne, wyssane z palca dywagacje religijnego fanatyka, jak się pierwotnie obawiałam. Jest to ogrom wiedzy, ale przekazanej jednocześnie bardzo przystępnym, zrozumiałym językiem. Duża ilość informacji wcale nie przytłacza, bo książkę czyta się jednym tchem, z ogromnym zainteresowaniem. Dawno nie czytałam tak rzetelnej pod względem naukowym i zarazem tak wciągającej, ciekawej książki.
Czego mi zabrakło? A no… Bibliografii! Choć autor sprawnie posługuje się przypisami i pamięta o ich zamieszczaniu, to zabrakło mi na końcu książki zbiorczej bibliografii wszystkich publikacji, z których korzystał. Wyszukiwanie ich po przypisach, jeśli chciałoby się po którąś z nich sięgnąć, jest dość męczące.
Niemniej gorąco polecam lekturę każdemu, kogo interesują poruszane w niniejszej publikacji zagadnienia. Niech nikogo nie przerazi jej naukowość, bo napisana jest – według mnie – całkiem przystępnie, w sposób, który powinien być w pełni zrozumiały, nawet dla osób, które nie są specjalistami w dziedzinie filozofii czy historii, jak autor.
Moja ocena: 5/6
_____
[1] Michał Krajski, Okultystyczne korzenie światowej rewolucji. Ezoteryka w służbie postępu, wyd. Fronda 2020, s. 14.
[2] Tamże, s. 211.
Książkę otrzymałam do recenzji w ramach współpracy z portalem „Na kanapie”
Generalnie nie czytuję poradników. W każdym razie nie takich dotyczących stylu życia, czy rozwoju osobistego. Dlaczego więc zdecydowałam się sięgnąć po Poza czas i przestrzeń, która wpisuje się właśnie w ten obszar gatunkowy? Muszę przyznać, że zadecydował o tym drobiazg. Dowiedziałam się, że autor jest zwolennikiem chrześcijańskiego mindfulness, czyli rodzaju medytacji (zwanej też uważnością), której celem jest (najkrócej mówiąc) skupienie się na tu i teraz, a w szczególności na wszelkiego rodzaju bodźcach doświadczanych w danej chwili.
Trzeci tom sagi o Gutowie, Hryciowie, opowiada dalsze losy znanych już czytelnikowi postaci. Tym razem na tle drugiej wojny światowej i w PRL-u. Jak zwykle dużo się dzieje, a bohaterowie nieustannie zmagają się z rozmaitymi przeciwnościami losu, stają przed trudnymi wyborami, walczą o przetrwanie. W tej części jest również kontynuowany wątek dotyczący Giny Weylen, której sporo uwagi poświęcone zostało już w tomie poprzednim. Dowiemy się też więcej o niespełnionej miłości Celiny Hryć, poznamy okoliczności powstania tytułowej cukierni, no i najważniejsze: w końcu rozwiąże się zagadka pierścienia!
Po bardzo dobrych wrażeniach wywołanych lekturą pierwszego tomu sagi, wcale nie miałam ochoty opuszczać Gutowa. Natychmiast zabrałam się za lekturę Cieślaków – drugiej części serii, ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów.
Zabranie się za lekturę powieściowego cyklu Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk zajęło mi nieprawdopodobnie dużo czasu, wziąwszy pod uwagę fakt, że literatura obyczajowa i sagi to moje ulubione gatunki literackie. Wszak od premiery Zajezierskich – pierwszego tomu Cukierni pod Amorem minęło już dziesięć lat. Dlaczego tak długo zwlekałam, choć cały cykl od początku zdawał się idealnie wpisywać w moje upodobania literackie i zewsząd docierały do mnie pochlebne opinie na jego temat?