„Anioł radości” – Marek Dziewiecki

aniolradosciAnioł radości to sympatyczna książeczka pióra katolickiego księdza, Marka Dziewieckiego, znakomitego psychologa i psychoterapeuty. Jest to książka bardzo prosta – mam tu na myśli nie tylko fabułę i język, ale także to, że jest po prostu łatwa w odbiorze. Czyta się ją lekko i przyjemnie.

Mimo prostoty jest to książka bardzo wartościowa i z pewnością nie nudna – wręcz przeciwnie. Sięgnęłam po nią tylko dlatego, że chciałam po prostu „coś” poczytać. Niekoniecznie ambitnego, ale również nie tandetnego. Nie spodziewałam się niczego specjalnego i imponującego. Nie doznałam szoku, ale na pewno Anioł radości w jakimś stopniu mnie zaskoczył, oczywiście pozytywnie.

Narratorem jest tu maturzysta Marek. Prosto, szczerze i otwarcie opowiada on Bogu, którego nazywa Przyjacielem, o swoich wspomnieniach, uczuciach, planach, pragnieniach, ludziach, którzy go otaczają. Czyni to z wielką prostotą, otwartością i humorem.

Pamiętnik Marka pobudza do refleksji. Autor w tej powieści przekazuje czytelnikowi wiele mądrych i życiowych treści i wbrew temu, co można by przypuszczać, robi to ciekawie i nienatrętnie. Szczerze mówiąc, przed przeczytaniem utworu sądziłam, że skoro jest to powieść księdza, zapewne będzie przesycona jakimiś umoralniającymi frazesami. Byłam w błędzie. Można w niej znaleźć dużo mądrych zdań, ale są w niej na swoim miejscu i stanowią znaczny walor, a co najważniejsze: do „zwykłych” umoralniających frazesów im daleko.

Anioł radości to propozycja dla czytelników w każdym wieku. Nadaje się, moim zdaniem, zarówno dla dzieci, młodzieży, jak i rodziców. Nie jest to nic nadzwyczajnego. Prosta, zwyczajna, sympatyczna powieść. Niemniej jednak czyta się ją niezwykle szybko, łatwo i przyjemnie, a poza tym, jak już wspomniałam, zawiera wiele mądrych sformułowań.

Moja ocena: 4,5/6

„Ono” – Dorota Terakowska

onoOno to historia dziewiętnastoletniej Ewy, dziewczyny z małego miasteczka, która marzy o tym, aby móc pewnego dnia zamieszkać w dużym mieście. Ewa to doskonała, żywa ilustracja kogoś, kto żyje samotnie w tłumie i w tej samotności wśród ludzi próbuje odnaleźć siebie, sens i cel swojego życia. Rodzina jej tego nie ułatwia. Matka, kobieta obojętna, arogancka i zgorzkniała nie interesuje się właściwie niczym poza siedzeniem przed telewizorem oraz tym co myślą, czy mówią na temat ich rodziny ludzie. Ojciec był kiedyś świetnie zapowiadającym się pianistą. Jednak złamanie nadgarstka raz na zawsze przekreśla jego karierę. Dziś to człowiek smutny, zdominowany przez żonę, wycofany, uciekający od trudnej rzeczywistości, w muzykę, którą kocha. No i jest młodsza siostra, która jest jednak jeszcze mała i dopiero poznaje świat.

Ewa pewnego dnia zachodzi w ciążę. Dla matki sprawa jest nadzwyczaj prosta. Na wieść o ciąży natychmiast proponuje córce aborcję. Ewa daje się namówić, ale w ostatniej chwili, tuż przed zabiegiem ucieka z gabinetu, w którym miała zostać wykonana skrobanka. Postanawia, że urodzi i wychowa to dziecko.

Od tej chwili obserwujemy, jak bohaterka dorasta. Poznaje siebie i świat, uczy się patrzeć na niego inaczej i opowiada swojemu nienarodzonemu dziecku, jaki on jest. Mówi o życiu, rodzinie. Zmienia stopniowo swoje nastawienie do świata, sama pod wpływem rosnącego w niej maleństwa kształtuje swoja osobowość i światopogląd, zaczyna przywiązywać wagę do rzeczy, które wcześniej były jej zupełnie obojętne – dorasta i zmienia się. Z czasem również bohaterka pokochuje swoje dziecko. Choć nigdzie nie ma o tym mowy wprost, to jednak jest to wyraźnie wyczuwalne.

Bardzo cenię sobie u Terakowskiej zdolność wnikliwej obserwacji świata i dogłębnej analizy ludzkiego życia. To rzadkie i cenne, a zwłaszcza u pisarza. Jej książki są napisanie pięknym, prostym językiem. To jest również jedna z lepszych i ważniejszych – moim zdaniem – cech pisarza, że umie pisać językiem prostym, nie górnolotnym o sprawach, że tak powiem, z wyższej półki. Podziwiam i szanuję autorkę za odwagę podejmowania tematów trudnych, niewygodnych, tabu.

Niemniej jednak książki Terakowskiej są dla mnie szokujące i w pewnym stopniu właściwie nie do zaakceptowania. Wcale nie z powodu tematyki. Głównie dlatego, że można odnaleźć w nich poglądy, które dla mnie osobiście są rażące i momentami sprzeczne z treścią jej książek. Bardzo często mam wrażenie, że autorka przeczy sama sobie i sama nie ma do końca pojęcia o co jej właściwie chodzi. Zupełnie tak, jakby jej głównym i jedynym celem było wywołanie zamieszania, poruszenie czytelnika, odwoływanie się do jego uczuć i emocji, wzbudzenie zainteresowania poprzez dotknięcie jakieś kwestii trudnej, często znajdującej się w sferze tabu? Ok. Nie mam nic przeciwko, tylko w moim odczuciu, jeżeli autor decyduje się na jakiś zabieg to powinien on służyć pewnym konkretnym celom, poza wywołaniem poruszenia i temu podobnych. W przypadku tej autorki niestety tego brakuje. I nie tylko w tym utworze. Jeśli natomiast chodzi jeszcze o Ono. Zawiodłam się i rozczarowałam. Zakończeniem i w ogóle końcowymi partiami książki. Nic więcej nie powiem, bo musiałabym wgłębić się w treść.

Podsumowując. Terakowskiej nie można odmówić talentu pisarskiego jednoznacznie. Posługuje się pięknym, bogatym, a zarazem prostym i przystępnym językiem. Prostymi słowami i w sposób niewyszukany potrafi mówić o sprawach trudnych i ważnych. To ogromne zalety niemniej jednak razi mnie w jej utworach to „bezcelowe zamieszanie”, o którym już wspomniałam w poprzednim akapicie. Mój zachwyt hamowany jest również towarzyszącym mi nieustannie podczas lektury książek Terakowskiej nieodpartym wrażeniem, że autorka sama nie wie o co jej chodzi i nieustannie przeczy sama sobie.

Moja ocena: 4/6

„Świat Zofii” – Jostein Gaarder

swiatzofiiŚwiat Zofii to pierwsza i jak dotąd jedyna książka Jostein’a Gaarder’a, która wpadła w moje ręce. Przeczytałam ją pierwszy raz kilka lat temu, kiedy byłam uczennicą gimnazjum. Nie miałam wówczas pojęcia o filozofii. Termin ten wydawał mi się strasznie odległy i kojarzył z jakimiś strasznie skomplikowanymi, naukowymi zagadnieniami. Pozycję tę wygrzebałam zupełnie przypadkiem buszując w szkolnej bibliotece. Zaciekawiła mnie okładka i może odrobinę opis z tyłu książki.

Tak, jak głosi podtytuł jest to podróż po krainie filozofii, którą czytelnik odbywa wraz z tytułową bohaterką powieści – piętnastoletnią Zofią. Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje list od tajemniczego filozofa. Okazuje się, że Zofia mimowolnie zaczyna uczestniczyć w korespondencyjnym kursie filozofii. Wkrótce, cyklicznie pojawiają się kolejne listy, które bohaterka czyta z coraz większym zainteresowaniem i, na które z każdym kolejnym listem wyczekuje coraz bardziej niecierpliwie.

Listy zawierają informacje o różnych filozofach i systemach filozoficznych, od starożytności do współczesności. Wiedza ta przekazana jest czytelnikowi w sposób bardzo przejrzysty i zarazem ciekawy. Właściwie nie trzeba jej przyswajać. Ona wchłania się po prostu sama. Dzieje się tak dzięki licznym przygodom, które przeżywa Zofia w trakcie odbywania kursu, a które stanowią zawsze w jakiś sposób mniejsze lub większe odniesienie do wprowadzonych wcześniej treści filozoficznych. Ilustrują je i pogłębiają.

Ja uważam, że książka ta jest pozycją niezwykle wartościową i interesującą. Wymaga jednak od czytelnika minimum zaangażowania – czytaj skupienia. Jest niesamowitym źródłem podstawowej wiedzy z zakresu filozofii europejskiej, a zarazem świetna powieścią przygodową. Trzyma w napięciu, dzięki pewnej dozie tajemniczości. Jestem pełna podziwu dla autora, bo trzeba mieć wyjątkowy talent, aby stworzyć dzieło, które jest jednocześnie świetną powieścią i które zarazem może z powodzeniem służyć za podręcznik do filozofii.

To dla mnie jedna z tych książek, po których przeczytaniu coś się zmienia. Świat Zofii był moim pierwszym spotkaniem z filozofią, ale nie jedynym. Spotkanie to odmieniło mnie samą. Zmodyfikowało mój sposób myślenia, światopogląd, pogłębiło wiedzę filozoficzną i sprawiło, że odnalazłam w życiu jeszcze jedną obok literatury pasję, która zapoczątkowana została kilka lat temu przez tę właśnie książeczkę i trwa do dziś – filozofię właśnie.

Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. Być może dlatego, że od zawsze bardzo ceniłam i nadal cenię sobie dzieła, z których bohaterami coś mnie łączy. Z Zofią Amundsen łączyło mnie to, że właściwe obie przechodziłyśmy kurs filozofii razem i rozpoczynając go nie byłyśmy w ogóle zorientowane w tej dziedzinie. Ponadto, gdy książka trafiła w moje ręce byłam mniej więcej w wieku bohaterki.

Nie ukrywam mojego dosyć osobistego stosunku do tej książki, który niewątpliwie wpływa w pewnym stopniu na moją ocenę niniejszej publikacji. Niemniej jednak wydaje mi się, że mimo to książkę można uznać za arcydzieło literatury współczesnej. I jeszcze taka drobna dygresja. Gdyby tak wyglądał mój podręcznik od matematyki być może nie musiałabym przed każdym sprawdzianem z tego przedmiotu pić melisy i modlić się o zaliczenie.

A wracając do recenzji: za mistrzostwo autora w zakresie umiejętnego i zaskakującego łączenia przyjemnego z pożytecznym, czyli przelatania wiedzy filozoficznej z ciekawą fabułą, za pomysł sam w sobie, za to, że dzięki tej książce odkryłam jedną z kilku pasji w moim życiu.

Moja ocena: 4,5/6