18/04/2012

„Dom sióstr” – Charlotte Link

Małżeństwo dwójki prawników – Barbary i Ralpha jest bliskie rozpadu. Aby podjąć próbę uratowania związku, małżonkowie wybierają się na urlop do niewielkiego domu na jednej z angielskich wsi. Wynajęty przez nich domek znajduje się na kompletnym odludziu. Gdy przychodzi śnieżyca, natychmiast odcina ich od świata. Trudno jest myśleć o ratowaniu małżeństwa, kiedy z powodu braku ogrzewania doskwiera chłód, a do tego zapasy jedzenia są skąpe i nieustannie burczy człowiekowi w brzuchu. Każde z małżonków próbuje na swój sposób uporać się z beznadziejnym położeniem, w jakim się znaleźli. Barbara niespodziewanie natrafia wówczas na pamiętnik, którego autorką jest poprzednia, nieżyjąca już, właścicielka domu. Wraz z Barbarą poznajemy przepiękną, ale i nieco mroczną historię domu, rodziny i życia zmarłej Frances Gray. Barbara nie wie, jak wielkie zagrożenie ściągnie na nią lektura starych zapisków.

Historia Frances Gray to pasjonująca saga rodzinna z elementami kryminalnymi, a jednocześnie ciekawa opowieść obyczajowa. Bohaterowie wraz ze swoimi problemami przedstawieni zostali na tle problemów, z jakimi borykała się praktycznie cała Europa u progu dwudziestego wieku. Dowiadujemy się co nieco o okrucieństwach pierwszej wojny światowej i panujących wówczas nastrojach społecznych.

Na pierwszy plan w opowieści Frances wysuwają się zdecydowanie perypetie jej i jej najbliższych – fascynujące, zaskakujące i niesamowicie wciągające. Mowa w niej o miłości, nienawiści, lojalności, głęboko skrywanych rodzinnych tajemnicach, walce, rozczarowaniu, cierpieniu. Wiele wątków składa się na tę jedyną w swoim rodzaju historię.

Zapiski Frances to w głębszym znaczeniu również przepiękne studium ludzkiej psychiki, dotyczą bowiem życiowych decyzji – trafnych i tych mniej – oraz ich konsekwencji. Tych natychmiastowych i tych, które dadzą o sobie znać dopiero po dłuższym czasie.

Wszyscy bohaterowie powieści budzą całą gamę rozmaitych uczuć – skrajnych i bardzo silnych. Jeden denerwuje, inny irytuje, kolejny budzi politowanie, a jeszcze inny podziw czy sympatię. Do każdego mam indywidualny stosunek. Mnie najbardziej zafascynowała właśnie Frances. Jest to chyba najbardziej zagadkowa postać. Wyjątkowa, silna i niesamowicie odważna kobieta, pełna sprzeczności.

Ogromnie podobały mi się klimat i atmosfera Domu sióstr. Są one niepowtarzalne, magiczne i, moim zdaniem, bardzo realistyczne. Natychmiast udzielają się czytelnikowi. Podczas lektury czułam się tak, jakbym była uczestniczką wszystkich opisywanych w książce wydarzeń.

Wadą powieści – w moim odczuciu – był momentami styl. We fragmentach dotyczących Barbary i Ralpha stawał się on nużący i trochę ciężkostrawny. Na szczęście w – stanowiących większą część lektury – zapiskach Frances nie mogę się do niego przyczepić.

Podsumowując. Uważam, że Dom sióstr to rewelacyjna książka. Wciągająca, nastrojowa, wielowątkowa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, napisana przystępnym, ale pięknym językiem. Mimo wszystko jednak jestem zdania, iż zachwyt nad tą pozycją jest – delikatnie mówiąc – ciut przesadzony. Owszem, to fantastyczna powieść, ale nie jest – jak można by sądzić na podstawie cen, jakie osiąga na aukcjach internetowych – arcydziełem wszechczasów.

Moja ocena: 5/6

02/04/2012

„Na wschód od Edenu” – John Steinbeck

Są takie książki, nad którymi zastanawiam się bardzo długo, zanim wreszcie zdecyduję się po nie sięgnąć. Do nich zalicza się Na wschód od Edenu Steinbecka. Chyba rok, jeśli nie dłużej, zastanawiałam się: „przeczytać czy nie?”, zanim wreszcie zdecydowałam się dać Seinbeckowi szansę. A i wtedy jeszcze nie byłam przekonana, czy na pewno dobrze robię. Pierwsze wrażenie też nie było najlepsze, ponieważ źle się nastawiłam już na samym początku i nie bardzo rozumiałam, o co chodzi. Na szczęście szybko się to zmieniło i dostrzegłam, że wszystko, co uważałam początkowo za bezsensowne, ma w tej książce znaczenie i układa się w jedną całość.

Na wschód od Edenu to pod wieloma względami urzekająca wielowątkowa saga rodzinna. Opowiada o losach dwóch rodzin żyjących w Kalifornii na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. W istocie jednak jest to opowieść o całej ludzkości i jednocześnie o każdym człowieku z osobna. Czas i miejsce akcji nie mają żadnego znaczenia dla wymowy utworu i przesłania, jakie on ze sobą niesie.

Steinbeck właściwie przedstawił tylko historię zwykłych ludzi. Takich, jakich spotkać możemy wszędzie, takich, jakimi jesteśmy my sami. Pokazał bliskie nam wszystkim problemy, rozterki, radości. Opowiedział bardzo po ludzku o miłości, nienawiści, przyjaźni, zazdrości, odrzuceniu, dojrzewaniu, poznawaniu i odkrywaniu samego siebie. Jednocześnie poddał to wszystko wnikliwej i subtelnej analizie, zmuszając czytelnika do zastanowienia się nad samym sobą, własnym człowieczeństwem, własnymi uczuciami, stosunkiem do siebie samego, do świata i do innych ludzi.

W podjęciu dogłębnej i rzetelnej autorefleksji pomaga nam cała plejada rozmaitych postaci. Każda z nich jest indywidualna, specyficzna, ale nawzajem się uzupełniają – zupełnie jak ludzie w realnym życiu. Każda ucieleśnia inny aspekt człowieczeństwa i życia – mamy więc niepowtarzalną okazję prześledzenia rozmaitych postaw życiowych. Urzekające i wnikliwe studium psychologiczne postaci pozwala przyjrzeć się każdemu z tych aspektów niejako z osobna. A w sumie uzyskujemy pełny i bardzo realistyczny obraz człowieczeństwa.

Wszyscy bohaterowie wzbudzają w czytelniku emocje. Naturalnie każdy inne. Jak już wspomniałam, są silnie zindywidualizowani. Widać to właściwie na każdym kroku. Czemu to ma służyć, również już napisałam. Ponadto wszyscy są, wbrew pozorom, dosyć jednoznaczni. Generalnie są dobrzy lub źli i nietrudno wyczuć, kto do której grupy się zalicza. Mimo to jednak każda z osób występujących na kartach tej powieści ma w sobie zarówno pierwiastek dobra, jak i zła. Dzięki temu autor pokazał nam wyraźnie, że dobro i zło nieustannie krzyżują się w człowieku.

Wyjątek stanowi tutaj Cathy – od początku do końca jest zła i nie ma w niej ani krztyny dobroci. Jej zło jest niczym nieuzasadnione, niewytłumaczalne. Każdy z bohaterów Na wschód od Edenu jest tak naprawdę symbolem; i każdy symbolizuje coś innego. Ta kobieta jest ucieleśnieniem zła – obecnego na świecie wszędzie tam, gdzie jest człowiek, z którym każdy będzie się musiał prędzej czy później zmierzyć.

Kreacja bohaterów i wnikliwe studium psychologiczne każdego z nich dają – jak już wspomniałam – ważenie realizmu. Widać, że autorowi na nim zależało, ponieważ aby je spotęgować, zastosował jeszcze szereg innych środków, takich jak liczne szczegółowe opisy kalifornijskiego klimatu, tamtejszej fauny i flory. Oprócz tego gdzieś w tle pojawiają się wzmianki na temat panujących ówcześnie w Ameryce nastrojów społecznych i politycznych. Steinbeck zadbał o każdy – najmniejszy nawet – szczegół.

Dla zrozumienia utworu niezwykle ważne jest zwrócenie uwagi na symbolikę postaci Kaina i Abla. Z mojego punktu widzenia było to dosyć trudne i trochę czasu upłynęło, zanim ją dostrzegłam i odczytałam właściwie jej sens i cel.

Powieść Steinbecka to niezwykle barwna historia o zmaganiu się dobra ze złem. Przekazuje ona prawdę uniwersalną o życiu i świecie. Uważam, że tę pozycję warto przeczytać, choć momentami styl autora jest, moim zdaniem, zbyt chaotyczny i nieco za ciężki. To na pewno nie było moje ostatnie spotkanie ze Steinbeckiem.

Moja ocena: 5/6

24/03/2012

„Ulica rajskich dziewic” – Barbara Wood

Uwielbiam książki obyczajowe, a kultura arabska i wszystko co z nią związane cieszy się moim zainteresowaniem w sumie odkąd pamiętam. Nie wiem dlaczego tak jest. Być może wpływ na to miały odbywane przeze mnie od dziecka liczne podróże do krajów z kręgu kultury arabskiej. Szczególnie upodobałam sobie właśnie Egipt, w którym, jak do tej pory, byłam aż sześć razy.

Ulica rajskich dziewic to właśnie książka o losach bardzo bogatej muzułmańskiej rodziny żyjącej w Egipcie. Odkąd tylko dowiedziałam się o jej istnieniu, oczywistym więc dla mnie było, że jej przeczytanie to tylko kwestia czasu. Z opisu na okładce dowiedzieć się możemy, że jest to książka o młodej muzułmańskiej dziewczynie, której życie po gwałcie całkowicie się zmienia. W myśl zasad religii, według której się wychowała, dopuściła się ona cudzołóstwa, zhańbiła rodzinę i od tej pory uznawana jest za przeklętą. Musi opuścić nie tylko rodzinny dom, ale w ogóle Egipt. Rozpoczyna zupełnie nowe życie w cywilizacji Zachodu. Po wielu latach postanawia jednak wrócić do Egiptu, aby jeszcze jeden, ostatni już raz zmierzyć się z przeszłością.

Czytając Ulicę rajskich dziewic poznajemy dalsze losy skrzywdzonej Jasminy ale nie tylko. Poznajemy także burzliwą, a momentami tragiczną, choć równocześnie niesamowicie fascynującą historię całej jej najbliższej rodziny i jej samej. Dowiadujemy się jak wyglądało życie Jasminy od narodzin do chwili, gdy po latach spędzonych za granicą wraca do Egiptu.

Opis na okładce mógłby sugerować, że w książce chodzi przede wszystkim o gwałt. Tymczasem jest to powieść wielowątkowa, a samemu gwałtowi autorka poświęciła ledwie jakieś dosłownie parę zdań i to gdzieś w środku utworu. Długo nie mogłam zrozumieć dlaczego motyw ten jest ktoś uznał za aż tak ważny, że umieścił go się w opisie książki na tylnej okładce.  Dopiero gdy skończyłam lekturę zrozumiałam. Otóż mimo wszystko ów epizod jest niejako motorem dla całe reszty. Choć sam w sobie zdaje się być zupełnie nieistotny to tak naprawdę posłużył autorce jedynie jako pretekst do ukazania kultury arabskiej i zasad religii muzułmańskiej, a przede wszystkim ich ogromnej siły oddziaływania. Nie bez znaczenia jest on także dla ukazania cech  osobowościowych i losów wszystkich bohaterów. Bardzo pomysłowe!

Skoro już napomknęłam o kulturze i obyczajach to zatrzymam się jeszcze chwilę nad tym zagadnieniem. Byłam niezmiernie ciekawa jak poradzi sobie z nim autorka ? Brytyjka, Europejka z krwi i kości. Poradziła sobie generalnie mówiąc nie najgorzej. Książka bowiem pozwala się bez wątpienia wiele na ich temat dowiedzieć. Bardzo podobało mi się to, że wszelkie informacje o kulturze arabskiej, islamie, czy Egipcie sprytnie wplecione były w fabułę, która albo je uzasadniała, albo po prostu obrazowała, czy też stanowiła dla nich komentarz dzięki czemu ani trochę nie nużyły. Uważam, że to duży plus. Niemniej jednak mam co do tej kwestii jedno „ale”. Mianowicie w całej powieści obraz kultury arabskiej i religii muzułmańskiej został znacznie spłycony i przedstawiony dość stereotypowo.

Główną bohaterką utworu jest Jasmina, ale tak naprawdę wszyscy bohaterowie są tu równie ważni. Każdy z nich wykreowany został bardzo starannie, przy czym ma swoją historię życia, która w wysublimowany sposób splata się z historiami pozostałych. Wszystkie postaci są bardzo wyraziste i silnie zindywidualizowane. Bohaterowie uzupełniają się wzajemnie tworząc piękną mozaikę ludzkich charakterów i postaw.

Skoro już mowa o bohaterach ogólnie to zatrzymam się jeszcze przy bohaterkach – kobietach występujących na kartach powieści. Ulica rajskich dziewic to bowiem także przepiękna i poruszająca do głębi opowieść o kobiecie silnej, jaką jest Jasmina ale i o kobietach w ogóle. O ich smutkach, marzeniach i sekretach, o kobiecej duszy.

Książkę czyta się świetnie. Niesamowicie wciąga i jest jedną z tych lektur, od których ciężko się oderwać i, do których po prostu chce się wracać. Taka, która pozostaje w człowieku jeszcze długo po przeczytaniu i zmusza do refleksji nad życiem.

Mimo swoich licznych i różnorakich zalet książka posiada jednak pewne wady, które co prawda nie rażą aż tak strasznie, ale wobec których ja nie potrafię przejść obojętnie. Autorka miała niewątpliwie pomysł na książkę, ale chyba nie bardzo wiedziała od czego w tym wypadku ma zacząć. Pierwsze wrażenie jest bowiem jak najgorsze. Ulica rajskich dziewic zaczyna się króciutkim, urwanym prologiem, potem nagle skok do fabuły bez wyjaśnienia. Wygląda to dość dziwnie i dezorientuje. Poziom dezorientacji osiąga jednak apogeum w chwili, gdy nagle znowu coś się urywa i znowu pojawia się kolejny wątek, kolejny bohater. Totalny chaos. Można zwątpić. Na szczęście ten chaos panuje tylko na pierwszych dziesięciu stronach, a po chwili wszystko się stopniowo wyjaśnia i w pełnej krasie objawia nam się kunszt autorki, z którym łączy ona te pojedyncze, na pozór kompletnie nie pasujące do siebie puzzle tak, że łącza jedną, spójną zachwycającą całość.

Jest jeszcze jeden mały minus. Mały i niezbyt istotny w kontekście całości, a nawet pewnie dla wielu w ogóle niezauważalny, ale jednak dla mnie istotny. Były w książce z dwa, czy trzy takie momenty, kiedy poraził mnie kompletny brak realizmu i odniosłam wrażenie, że czytam jakąś nieco uwspółcześnioną opowieść rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy.

Podsumowując. Książka ma pewne mankamenty, ale uważam, że i tak jest genialna. Fabuła, bohaterowie i niepowtarzalny klimat przyćmiewają wszystkie niedoskonałości.

Moja ocena: 6/6

15/02/2012

„Dom duchów” – Isabel Allende

Dom duchów to część trylogii iberoamerykańskiej pisarki Isabel Allende. Powstała jako pierwsza, ale chronologicznie w całym cyklu jest trzecia. Cykl można czytać jednak w dowolnej kolejności.

Tytuł mógłby sugerować, że mamy do czynienia z powieścią fantasy. Jest to jednak wyśmienita saga rodzinna opowiadająca o dziejach rodziny Truebów. Clary, jej córki Blanki oraz wnuczki Alby. To powieść głównie o tych trzech kobietach, aczkolwiek z literaturą kobiecą ma bardzo niewiele wspólnego, właściwie nic. Głównym bohaterem jest Esteban Trueba – mąż Clary, człowiek uparty, porywczy i despotyczny. Pierwotnie jego żoną miała zostać siostra Clary, ale niestety zmarła na krótko przed ślubem. Fabuły nie będę opisywała zbyt szczegółowo. Po pierwsze, nie chcę niczego popsuć tym, którzy zdecydują się tę powieść przeczytać, a po drugie, myślę, że co najmniej część z Was oglądała głośny film o tym samym tytule nakręcony na jej podstawie. Oczywiście książka jest zdecydowanie lepsza!

Jak już wspomniałam, mimo iż głównym bohaterem Domu duchów jest mężczyzna, w tej opowieści „pierwsze skrzypce” grają zdecydowanie trzy pokolenia kobiet. Kobiet silnych, odważnych, pewnych siebie i wiedzących, czego chcą od życia, umiejących walczyć o to, co dla nich ważne i osiągających to. Są zawzięte i nieustępliwe. Bardzo konsekwentne w uczuciach. Mają, kolokwialnie mówiąc, „swój świat i swoje kredki”. Świat piękny, niesamowity i przede wszystkim magiczny. Utwór ubogaca szereg barwnych postaci drugoplanowych, które niejednokrotnie odgrywają znaczącą rolę. Wszyscy bohaterowie oddziałują silnie na emocje czytelnika, dzięki czemu ma się wrażenie, że razem z nimi uczestniczy się we wszystkich opisywanych wydarzeniach.

Allende nie można odmówić talentu prozatorskiego. Stworzyła ona ponadczasową, poruszającą do głębi sagę rodzinną. Magiczną, wielowątkową, intrygującą, tajemniczą. W przepiękny sposób snuje opowieść o rodzinie Truebów. Mówi magicznym językiem o miłości, nienawiści, strachu, pragnieniach, radościach, przebaczaniu, walce, które czają się w sercach bohaterów. Po prostu o rodzinie. Wszystkiemu towarzyszy aura magii i tajemniczości.

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Mamy do czynienia z narratorem pierwszoosobowym, którym jest Esteban Trueba i trzecioosobowym – którym jest Alba. To dla mnie minus. Zaznaczam – dla mnie. Autorka świetnie sobie poradziła z „ogarnięciem” dwóch toków narracji i oba prowadzone są rzetelnie. Nie można się właściwie do niczego przyczepić. Po prostu ja nie lubię książek, w których występuje więcej niż jeden narrator.

To niesamowita powieść. Uroku dodaje jej osadzenie fabuły w realiach historycznych. Akcja rozgrywa się na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, z rewolucją chilijską w tle. Bohaterowie uwikłani są w ciekawy i przemyślany sposób w wydarzenia polityczne owych czasów.

Moja ocena: 6/6

07/01/2012

„W ogrodzie pamięci” – Joanna Olczak-Ronikier

Do przeczytania tej książki zabierałam się dosyć długo. Cały czas odkładałam jej przeczytanie na później, aż w końcu zupełnie zapomniałam, że miałam zamiar ją przeczytać. Jakiś czas temu buszując w bibliotece natknęłam się na nią właściwie przez zupełny przypadek i postanowiłam jednak dać jej szansę. Spodziewałam się czegoś przyjemnego, ciekawego, ale książka zdecydowanie przerosła moja oczekiwania. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.

Bardzo lubię czytać biografie i autobiografie ludzi znanych. Szczególnie pisarzy – mam na tym punkcie obsesję, jak na polonistkę przystało. W ogrodzie pamięci to przede wszystkim opowieść autorki o członkach i historii jej rodziny – o jej prababce, babce i jej rodzeństwie, matce, ojcu, kuzynostwie, ciotkach i wujach. To przepiękna i poruszająca historia. Piękna i tragiczna momentami. Bo to także ogromne świadectwo historii dwudziestowiecznej Europy.

Na kartach tej książki znajdują się liczne wspomnienia o wielu wybitnych ludziach, z którymi obcowali krewni autorki na co dzień. O reprezentantach elity intelektualnej dwudziestego wieku, takich jak choćby: Przybyszewski, z którym matka autorki kiedyś korespondowała, Stefan Żeromski, który w wydawnictwie jej dziadka publikował wiele swoich powieści, a także był serdecznym przyjacielem rodziny Anna Żeromska natomiast i poeta Leopold Staff byli rodzicami chrzestnymi małej Joasi. Są tam też wspomnienia o Marii Dąbrowskiej i wielu innych, których nazwiska kojarzy każdy.

Zazdroszczę autorce takiej rodziny i takiej historii. Choć nie brak tam kart tragicznych. Autorka wywodzi się z rodziny żydowskiej. Opisuje również trudne doświadczenia, z jakimi zmagali się jej krewni ze względu na pochodzenie. Nie pomija także koszmaru holokaustu z czasów drugiej wojny światowej, od którego wielu członków jej rodziny się uratowało.

To książka niesamowita. Napisana prostym językiem, ale piękna i tragiczna. Może właśnie dlatego, że jak mawiają, „życie pisze najlepsze scenariusze”? Tak sądzę. Niemniej jednak nie tylko dlatego. Pani Joanna Olczak-Ronikier ma talent. Wyjątkowy talent pisarski, narracyjny. Dzięki niemu przez moment poczułam się sama członkiem tej niesamowitej rodziny, której losy stopniowo poznawałam. To cenne i niezwykle ubogacające – zwłaszcza dla omawianej przeze mnie pozycji. Jaszcze bardziej wartościową czynią książkę rozmaite ilustracje: stare fotografie, listy pisane dawno temu i inne.

Pewnym mankamentem tej niezwykłej sagi rodzinnej jest to, że momentami opowieść staje się chaotyczna i nieuporządkowana. Zaznaczam momentami. Wówczas trzeba naprawdę wysilić umysł, aby nie pogubić się pod natłokiem dat, imion i nazwisk, bowiem autorka czasem „skacze z kwiatka na kwiatek” najpierw opisując losy jednego członka rodziny, potem nagle innego, po to by po kilku stronach wrócić do tego poprzedniego. Trochę utrudnia to odbiór, choć doskonale rozumiem, że przy tak licznej rodzinie i tak bogatej historii chaos wkrada się czasem siłą rzeczy. Jest to po prostu nieuniknione tak więc chociaż to zdecydowany minus, to jednak przymykam nań do pewnego stopnia oko.

Książka w roku dwutysięcznym drugim otrzymała nagrodę Nike. Zasłużona. Dochodzę do wniosku, że to musi być strasznie trudne – być biografem własnej rodziny.

Moja ocena: 5/6