„Dom sióstr” – Charlotte Link

domsiostrMałżeństwo dwójki prawników – Barbary i Ralpha jest bliskie rozpadu. Aby podjąć próbę uratowania związku, małżonkowie wybierają się na urlop do niewielkiego domu na jednej z angielskich wsi. Wynajęty przez nich domek znajduje się na kompletnym odludziu. Gdy przychodzi śnieżyca, natychmiast odcina ich od świata. Trudno jest myśleć o ratowaniu małżeństwa, kiedy z powodu braku ogrzewania doskwiera chłód, a do tego zapasy jedzenia są skąpe i nieustannie burczy człowiekowi w brzuchu. Każde z małżonków próbuje na swój sposób uporać się z beznadziejnym położeniem, w jakim się znaleźli. Barbara niespodziewanie natrafia wówczas na pamiętnik, którego autorką jest poprzednia, nieżyjąca już, właścicielka domu. Wraz z Barbarą poznajemy przepiękną, ale i nieco mroczną historię domu, rodziny i życia zmarłej Frances Gray. Barbara nie wie, jak wielkie zagrożenie ściągnie na nią lektura starych zapisków.

Historia Frances Gray to pasjonująca saga rodzinna z elementami kryminalnymi, a jednocześnie ciekawa opowieść obyczajowa. Bohaterowie wraz ze swoimi problemami przedstawieni zostali na tle problemów, z jakimi borykała się praktycznie cała Europa u progu dwudziestego wieku. Dowiadujemy się co nieco o okrucieństwach pierwszej wojny światowej i panujących wówczas nastrojach społecznych.

Na pierwszy plan w opowieści Frances wysuwają się zdecydowanie perypetie jej i jej najbliższych – fascynujące, zaskakujące i niesamowicie wciągające. Mowa w niej o miłości, nienawiści, lojalności, głęboko skrywanych rodzinnych tajemnicach, walce, rozczarowaniu, cierpieniu. Wiele wątków składa się na tę jedyną w swoim rodzaju historię.

Zapiski Frances to w głębszym znaczeniu również przepiękne studium ludzkiej psychiki, dotyczą bowiem życiowych decyzji – trafnych i tych mniej – oraz ich konsekwencji. Tych natychmiastowych i tych, które dadzą o sobie znać dopiero po dłuższym czasie.

Wszyscy bohaterowie powieści budzą całą gamę rozmaitych uczuć – skrajnych i bardzo silnych. Jeden denerwuje, inny irytuje, kolejny budzi politowanie, a jeszcze inny podziw czy sympatię. Do każdego mam indywidualny stosunek. Mnie najbardziej zafascynowała właśnie Frances. Jest to chyba najbardziej zagadkowa postać. Wyjątkowa, silna i niesamowicie odważna kobieta, pełna sprzeczności.

Ogromnie podobały mi się klimat i atmosfera Domu sióstr. Są one niepowtarzalne, magiczne i, moim zdaniem, bardzo realistyczne. Natychmiast udzielają się czytelnikowi. Podczas lektury czułam się tak, jakbym była uczestniczką wszystkich opisywanych w książce wydarzeń.

Wadą powieści – w moim odczuciu – był momentami styl. We fragmentach dotyczących Barbary i Ralpha stawał się on nużący i trochę ciężkostrawny. Na szczęście w – stanowiących większą część lektury – zapiskach Frances nie mogę się do niego przyczepić.

Podsumowując. Uważam, że Dom sióstr to rewelacyjna książka. Wciągająca, nastrojowa, wielowątkowa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, napisana przystępnym, ale pięknym językiem. Mimo wszystko jednak jestem zdania, iż zachwyt nad tą pozycją jest – delikatnie mówiąc – ciut przesadzony. Owszem, to fantastyczna powieść, ale nie jest – jak można by sądzić na podstawie cen, jakie osiąga na aukcjach internetowych – arcydziełem wszechczasów.

Moja ocena: 5/6

„Dom duchów” – Isabel Allende

domduchowDom duchów to część trylogii iberoamerykańskiej pisarki Isabel Allende. Powstała jako pierwsza, ale chronologicznie w całym cyklu jest trzecia. Cykl można czytać jednak w dowolnej kolejności.

Tytuł mógłby sugerować, że mamy do czynienia z powieścią fantasy. Jest to jednak wyśmienita saga rodzinna opowiadająca o dziejach rodziny Truebów. Clary, jej córki Blanki oraz wnuczki Alby. To powieść głównie o tych trzech kobietach, aczkolwiek z literaturą kobiecą ma bardzo niewiele wspólnego, właściwie nic. Głównym bohaterem jest Esteban Trueba – mąż Clary, człowiek uparty, porywczy i despotyczny. Pierwotnie jego żoną miała zostać siostra Clary, ale niestety zmarła na krótko przed ślubem. Fabuły nie będę opisywała zbyt szczegółowo. Po pierwsze, nie chcę niczego popsuć tym, którzy zdecydują się tę powieść przeczytać, a po drugie, myślę, że co najmniej część z Was oglądała głośny film o tym samym tytule nakręcony na jej podstawie. Oczywiście książka jest zdecydowanie lepsza!

Jak już wspomniałam, mimo iż głównym bohaterem Domu duchów jest mężczyzna, w tej opowieści „pierwsze skrzypce” grają zdecydowanie trzy pokolenia kobiet. Kobiet silnych, odważnych, pewnych siebie i wiedzących, czego chcą od życia, umiejących walczyć o to, co dla nich ważne i osiągających to. Są zawzięte i nieustępliwe. Bardzo konsekwentne w uczuciach. Mają, kolokwialnie mówiąc, „swój świat i swoje kredki”. Świat piękny, niesamowity i przede wszystkim magiczny. Utwór ubogaca szereg barwnych postaci drugoplanowych, które niejednokrotnie odgrywają znaczącą rolę. Wszyscy bohaterowie oddziałują silnie na emocje czytelnika, dzięki czemu ma się wrażenie, że razem z nimi uczestniczy się we wszystkich opisywanych wydarzeniach.

Allende nie można odmówić talentu prozatorskiego. Stworzyła ona ponadczasową, poruszającą do głębi sagę rodzinną. Magiczną, wielowątkową, intrygującą, tajemniczą. W przepiękny sposób snuje opowieść o rodzinie Truebów. Mówi magicznym językiem o miłości, nienawiści, strachu, pragnieniach, radościach, przebaczaniu, walce, które czają się w sercach bohaterów. Po prostu o rodzinie. Wszystkiemu towarzyszy aura magii i tajemniczości.

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Mamy do czynienia z narratorem pierwszoosobowym, którym jest Esteban Trueba i trzecioosobowym – którym jest Alba. To dla mnie minus. Zaznaczam – dla mnie. Autorka świetnie sobie poradziła z „ogarnięciem” dwóch toków narracji i oba prowadzone są rzetelnie. Nie można się właściwie do niczego przyczepić. Po prostu ja nie lubię książek, w których występuje więcej niż jeden narrator.

To niesamowita powieść. Uroku dodaje jej osadzenie fabuły w realiach historycznych. Akcja rozgrywa się na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, z rewolucją chilijską w tle. Bohaterowie uwikłani są w ciekawy i przemyślany sposób w wydarzenia polityczne owych czasów.

Moja ocena: 6/6

„Dziki Imbir” – Anchee Min

dzikiimbirPowieść ta opowiada o perypetiach młodej dziewczyny – Dzikiego Imbiru – rozgrywających się w Chinach, w czasie rewolucji kulturalnej. Wówczas władzę w tym kraju sprawował Mao. Główna bohaterka nie ma łatwego życia. Koleżanki i koledzy w szkole traktują ją jako wroga numer jeden, a to dlatego, że jest osobą „politycznie podejrzaną”. Dlaczego? Ze względu na swoje „reakcyjne” – jak na czasy i kraj, w których przyszło jej żyć – pochodzenie. Jej rodzicami byli: francuski arystokrata i chińska śpiewaczka operowa.

Książka jest krótka, napisana prostym, niewyszukanym stylem, który momentami zdaje się trochę nieporadny, nie do końca wyrobiony. Moim zdaniem, autorka nie do końca radzi sobie z ciągłością fabuły. Jeśli o samą fabułę chodzi, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, natomiast czytając Dziki Imbir niejednokrotnie nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka miała wcześniej ujęty w punkty pomysł na książkę – na taką, a nie inną konstrukcję bohaterki, fabuły itd. Niestety chwilami miałam wrażenie, że czytam taką listę najważniejszych rzeczy, które autorka na końcu próbowała jakoś „na siłę” czymś połączyć, żeby utworzyły książkę, jedną spójną całość. To drobna usterka, niedopracowanie warsztatowe, niemniej dla mnie dosyć istotna, jako że jestem z natury czytelniczką wybredną i wymagającą, zwłaszcza w stosunku do utworów takich jak ten.

Pomimo kilku minusów książka jest bardzo interesująca, choć prosta. Wciąga i fascynuje niemalże od pierwszej do ostatniej strony, i porusza do głębi. Czym? Po pierwsze, właśnie prostotą, a po drugie – fabułą, która jest niewątpliwie ciekawa, pomysłowa i podporządkowana określonemu zamysłowi artystycznemu. Po trzecie, również konstrukcją postaci tytułowej bohaterki, sposobem przedstawienia jej i jej życia, na które czytelnik patrzy oczyma Jawor – narratorki i zarazem przyjaciółki Dzikiego Imbiru. Poznając losy Dzikiego Imbiru, czytelnik może przekonać się niemal ?na własnej skórze?, jak łatwo (zwłaszcza w warunkach komunizmu) zabić wolność osobistą. Okazuje się, że dobrze i bezpiecznie w takich realiach mogą czuć się tylko konformiści. Dowiadujemy się również, do czego zdolny jest człowiek, by uzyskać aprobatę ze strony innych. Dziki Imbir chce do czegoś dojść, chce być wreszcie kimś. Patrząc na nią poznajemy znaczenie, sens i zarazem cenę takich słów, jak: determinacja, tożsamość, naiwność, walka o swoje marzenia, poświęcenie dla idei. Autorka świetnie, powiedziałabym wręcz – po mistrzowsku, naszkicowała w powieści obraz chińskich realiów za czasów panowania Mao. To, moim zdaniem, zdecydowany plus.

Była to moja pierwsza czytelnicza przygoda z Anchee Min, i pomimo kilku „ale” na pewno nie ostatnia. Nie będę tej książki jednoznacznie polecać ani też odradzać. Zależy, co kto lubi, a jak powszechnie wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. Niewątpliwie jest to książka specyficzna. Najlepiej więc oceńcie ją sami.

Moja ocena: 5/6