„Dziwne losy Jane Eyre” – Charlotte Brontë
Nie przepadam za opowieściami o miłości. Jednakże po Dziwne losy Jane Eyre sięgnęłam z ochotą. W końcu to klasyka, a na dodatek powieść obyczajowa, czyli coś, co lubię. Dodatkowo za przeczytaniem książki przemawiał fakt, że wszystkie wydarzenia w niej opisywane rozgrywają się w dziewiętnastowiecznej Anglii. Lubię czytać o tym okresie. Po prostu uwielbiam ten klimat starych dworków, te opisy dawnych obyczajów i konwenansów. Moje oczekiwania były dość wysokie. O tym, czy powieść je spełniła, opowiem za chwilę. Najpierw jednak przybliżę nieco fabułę.
Tytułową bohaterkę utworu poznajemy, gdy jest małą dziewczynką. Osierocona przez rodziców, mieszka w domu swojej ciotki wraz z kuzynostwem. Niestety ciotka Jane nienawidzi jej z całego serca. Jej dzieci także, i notoryczne, za przyzwoleniem matki, dokuczają dziewczynce. Pewnego dnia Jane trafia do szkoły z internatem, która znana jest z niezwykle rygorystycznych zasad. Jak sobie tam poradzi? Tego nie zdradzę. Po ukończeniu szkoły podejmuje pracę u niejakiego pana Rochestera i zostaje guwernantką małej Adelki. Z czasem między główną bohaterką a jej pracodawcą rodzi się uczucie…
Losy Jane są niewątpliwie burzliwe – od początku do końca, ale czy dziwne? Może w pewnym sensie. W każdym razie przymiotnik „burzliwe” zdecydowanie lepiej tu, moim zdaniem, pasuje. Historia Jane to przepiękna, porywająca opowieść o kobiecie doświadczonej przez życie. Wie, czego chce i nie boi się o to walczyć. Ma odwagę dyktować życiu warunki i ma świadomość, że jej szczęście zależy tylko od niej. Panna Eyre to bohaterka niezwykle wyrazista i sugestywna. I choć jej postępowanie niejednokrotnie wydawało mi się głupie czy niezrozumiałe, to jednak obudziła we mnie mimo wszystko jakiś rodzaj sympatii i jej postać żyła w mojej pamięci jeszcze długo po skoczeniu książki.
Postacie drugoplanowe również zasługują na uwagę. Charlotte Brontë stworzyła bowiem całą plejadę niezwykle barwnych i silnie zindywidualizowanych bohaterów. Są oni bardzo wyraziści. Momentami jednak zdawali mi się nieco przejaskrawieni, o nazbyt egzaltowanym sposobie bycia i postępowania.
Uważam, że prawdziwie mistrzowska jest postać pana Rochestera. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej jakikolwiek bohater literacki budził we mnie tak silne i jednocześnie tak skrajnie różne emocje. Dominowały u mnie: irytacja, furia, zniecierpliwienie i strach. Jednym słowem, w stosunku do ukochanego Jane miałam odczucia raczej negatywne, ale muszę przyznać, że stworzony został genialnie.
Nie tylko kreacja bohaterów wzbudza w czytelniku emocje. Ich przyczyną jest również aura tajemniczości spowijająca utwór, mnóstwo zagadkowych spraw, które przez dłuższy czas pozostają niewyjaśnione. Mimo iż właściwie cała historia jest dosyć banalna, to w żadnym wypadku nie nudna. Zdecydowanie wciąga i absolutnie nie brakuje w niej elementów zaskakujących.
Kolejnym atutem powieści są opisy ówczesnych obyczajów i oddanie klimatu minionych już czasów. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o tę kwestię, w żadnym wypadku się nie zawiodłam, autorka w stu procentach spełniła moje oczekiwania. Książka obfituje bowiem w liczne, bardzo drobiazgowe opisy dawnej Anglii – tej, której dziś już nie ma. Są one bardzo sugestywne i, co najważniejsze, w ogóle nie nużą. Wraz z innymi elementami tworzą niepowtarzalny klimat całości.
Jak już wspomniałam, Dziwne losy Jane Eyre to romans. Jednakże zupełnie inny niż te, które zdarzyło mi się czytać do tej pory. Inny tak bardzo, że przez długi czas zastanawiałam się, czy określenie powieści tym mianem na pewno nie jest błędem. Skąd wątpliwości? Na czym ta inność polega? Na tym, że jest to romans, który nie ma nic wspólnego ze współczesnymi powieściami tego gatunku, w których przeważnie większą część stanowią opisy scen erotycznych pomiędzy głównymi bohaterami, od których aż się robi mdło… Co to, to nie. To jest romans, który kojarzy się dobrze. Zachwyca prostotą, subtelnością, wyczuciem smaku w ujęciu miłości. Ta miłość naprawdę, szczerze wzrusza. Chociaż z drugiej strony muszę przyznać, że mimo wszystko trochę za mało było na kartach utworu właśnie namiętności. Miłość została opisana bardzo patetycznie, ale próżno szukać scen, w których bohaterowie otwarcie i równie patetycznie manifestują to uczucie wobec siebie poprzez czyny. Lekki dysonans, jednym słowem.
Książka niewątpliwie świetna i godna uwagi, ale nie należy spodziewać się po niej zbyt wiele. Nie powinno się oczekiwać arcydzieła, bo można się bardzo rozczarować. To po prostu przyjemna i odprężająca lektura, nadająca się w sam raz na leniwe letnie czy też zimowe wieczory.
Moja ocena: 5,5/6
Dziewiętnastowieczny pisarz francuski – Honoré de Balzac powiedział kiedyś, że „za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia”. W drugiej połowie dwudziestego wieku Mario Puzo – amerykański pisarz włoskiego pochodzenia napisał powieść, której mottem uczynił właśnie te słowa, i która stanowi ich swoistą ilustrację. O jakim dziele mowa? Oczywiście o Ojcu chrzestnym. Powieść błyskawicznie osiągnęła status bestsellera, a dziś wielu zalicza ją już do klasyki literatury światowej.
O Jane Austen słyszał chyba każdy. Większość kojarzy ją zapewne z Rozważną i romantyczną, gdyż to jest jej najpopularniejsze dzieło. Austen napisała jednak wiele innych wyśmienitych powieści. Jedną z nich jest Emma – pogodna i lekka opowieść, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie, mimo iż akcja toczy się bardzo powoli.
Są takie książki, nad którymi zastanawiam się bardzo długo, zanim wreszcie zdecyduję się po nie sięgnąć. Do nich zalicza się Na wschód od Edenu Steinbecka. Chyba rok, jeśli nie dłużej, zastanawiałam się: „przeczytać czy nie?”, zanim wreszcie zdecydowałam się dać Seinbeckowi szansę. A i wtedy jeszcze nie byłam przekonana, czy na pewno dobrze robię. Pierwsze wrażenie też nie było najlepsze, ponieważ źle się nastawiłam już na samym początku i nie bardzo rozumiałam, o co chodzi. Na szczęście szybko się to zmieniło i dostrzegłam, że wszystko, co uważałam początkowo za bezsensowne, ma w tej książce znaczenie i układa się w jedną całość.
O tej książce słyszał chyba każdy. Podobnie zresztą jak o autorze. Ja dość długo zabierałam się do jej przeczytania. Znam Eco przede wszystkim jako autora Dzieła otwartego. I chyba wolę, by tak pozostało. Zdecydowanie nie należę do grona zachwycających się tą powieścią. Ale do rzeczy.