„I więcej nic nie pamiętam” – Adina Blady-Szwajger
Książek ukazujących niewyobrażalne okrucieństwo i tragizm drugiej wojny światowej czy holokaustu, napisano już całe mnóstwo. Ponieważ od dawna interesuję się tą tematyką, wiele z nich przeczytałam. Były to zarówno książki popularnonaukowe, pisane przez historyków, jak i osobiste relacje tych, którzy doświadczyli hitlerowskiego okrucieństwa na własnej skórze i po wojnie zdecydowali się o tym opowiedzieć. Za każdym razem te relacje głęboko mnie poruszały i mroziły mi krew w żyłach. Każda z nich była inna, choć zarazem wiele było do siebie pod pewnymi względami podobnych. Jednak relacja Adiny Blady-Szwajger zdecydowanie wyróżnia się na tle przeczytanych przeze mnie dotychczas publikacji tego typu. I więcej nic nie pamiętam to opowieść o tych, których często pomija się pisząc o drugiej wojnie światowej – o dzieciach. O dzieciństwie naznaczonym piętnem bezdusznej i brutalnej wojennej rzeczywistości.
Autorka, z pochodzenia Żydówka, w chwili, gdy wybuchła wojna, była ambitną, zaledwie dwudziestoparoletnią kobietą, świeżo upieczoną mężatką, studentką medycyny, z głową pełną życiowych planów, które niestety zweryfikowała wojna. Kilka miesięcy po jej wybuchu, w marcu 1940 roku, rozpoczęła pracę, jako pediatra w warszawskim Szpitalu Dziecięcym Bersohnów i Baumanów. W książce opisuje wojenne realia widziane z perspektywy lekarza pediatry.
Relacja Adiny Blady-Szwajger to bardzo osobista opowieść o próbie zachowania godności w rzeczywistości, która tej godności na każdym kroku urągała. O desperackiej próbie ocalenia człowieczeństwa w skrajnie nieludzkich warunkach. Ta książka wprost poraziła mnie swoim autentyzmem, a jednocześnie urzekła prostotą. Autorka opisuje wszystko w sposób prosty, bezpośredni i konkretny. Bez patosu. Nie przebiera w słowach. Jej relacja jest brutalnie dosadna i sądzę, że w dużej mierze dzięki temu tak autentyczna, tak mocno i głęboko zapadająca w pamięć.
Adina Blady-Szwajger bez ogródek i eufemizmów pisze o wojennych realiach widzianych oczami młodej kobiety, lekarki. Opowiada o swoim życiu, działalności konspiracyjnej i pracy w szpitalu. Dużo uwagi poświęca swoim małym pacjentom. Pisze o niewiarygodnej u dzieci mądrości, która chwyta za serce i niejednokrotnie wzrusza do łez. Zwłaszcza, gdy ze szczegółami opisuje śmierć widzianą ich oczami oraz ich nieprawdopodobnie dojrzałą i stoicką postawę wobec niej. Nie stroni również od tematów tabu, takich jak aborcje i eutanazje dokonywane wtedy – paradoksalnie – w imię ocalenia godności i człowieczeństwa. O trudnych wyborach moralnych, których w czasie wojny musiała dokonywać niemal nieustannie. Zresztą nie tylko ona. Często były to wybory między złym, a gorszym. Ale czy ktokolwiek dzisiaj ma prawo poddawać je ocenie? Nie wiem. Pisząc o tym, jak bliski jej człowiek dowiedział się, że dokonała aborcji, podsumowała swoją decyzję następująco:
„A co miałam mu powiedzieć? Czy miałam mu wyjaśnić, że żyjemy w czasach, w których dzieci nie mają prawa się rodzić, bo wolno je rodzić tylko dla życia, a nie dla umierania?” [1]
I więcej nic nie pamiętam, mimo ogromnej siły przekazu, potęgowanej dodatkowo mnóstwem zdjęć z prywatnego archiwum autorki, pod względem literackim pozostawia jednak, co nieco do życzenia. Historia zawarta w książce opowiedziana została dość chaotycznie. Jest urywana, pełna niedopowiedzeń i znaków zapytania. Odniosłam wrażenie, że autorka momentami zupełnie nie panuje tak tekstem. Jej wspomnienia są luźnie, niepoukładane, często wyrywkowe. Mówi o emocjach, ale bez emocji. Wiele wątków zaczyna i albo ich nie kończy, z powodu luk w pamięci, które powstały na skutek upływu czasu, albo powraca do nich znienacka, w momencie dla czytelnika zupełnie niespodziewanym, przerywając inny wątek. W konsekwencji, mimo, że książka jest dość krótka i napisana prostym językiem, trzeba naprawdę mocno skupić się na tekście, aby się w tej relacji nie zagubić. Niemniej autorka zdaje się być w pełni świadoma tych warsztatowych niedociągnięć.
„Bo to wszystko są tylko słowa, a ja nie jestem literatem i nie umiem znaleźć słów, które krzyczą. Zresztą, to nie jest literatura. To jest relacja o tym, co było naprawdę”. [2]
Adina Blady-Szwajger pierwotnie nie zamierzała dzielić się ze światem swoimi wspomnieniami. Przez długie lata liczyła, że zapomni o tym, co przeżyła i czego była świadkiem. Ostatecznie zdecydowała się na ich publikację, niemniej zrobiła to wyłącznie z poczucia moralnego obowiązku wobec tych, którym w przeciwieństwie do niej, nie udało się przeżyć. Czytając te wspomnienia wciąż zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe, że to wszystko wydarzyło się naprawdę? Dorastając i żyjąc w czasach pokoju, ciężko to pojąć. Dzięki lekturom takim jak ta, człowiek zaczyna być naprawdę, z całego serca wdzięczny losowi, że nie musiał nic podobnego w życiu przechodzić. I oby to się nigdy nie zmieniło.
Czy polecam I więcej nic nie pamiętam? Zdecydowanie tak, choć z pewnością nie jest to książka dla każdego. Nie każdy będzie w stanie udźwignąć psychicznie ciężar tej lektury. Niemniej naprawdę warto po nią sięgnąć, choć jak już wspomniałam, ma swoje wady i czasami ciężko się ją czyta, nie tylko ze względu na przekaz, jaki w sobie zawiera. Jeśli ktoś interesuje się tematyką holokaustu czy drugiej wojny światowej, to mimo pewnych zastrzeżeń, zachęcam do lektury.
Moja ocena: 4,5/6
_____
[1] Adina Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, wyd. Świat Książki 2010, s. 243.
[2] Tamże, s. 225.
Lubię dramaty Szekspira między innymi za to, że są ponadczasowe. Kolejne pokolenia twórców, nie tylko pisarzy, wciąż nawiązują do szekspirowskiej spuścizny. Nawiązań i rozmaitych reinterpretacji jest na tyle dużo, że czasem odnoszę wrażenie, iż kultura, szczególnie współczesna, przetworzyła już dzieła Szekspira na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza zaś Romea i Julię; sam motyw ich miłości stał się po prostu oklepany. Dlatego na ogół z rezerwą podchodzę do książek, w których takie nawiązania są częste i wyraźne. Przecież to wszystko już było!
Erich Segal to jeden z moich ulubionych autorów. Wielu zapewne zna go jako świetnego scenarzystę. Dla mnie jednak na zawsze pozostanie przede wszystkim pisarzem. Tym, który podbił moje serce powieścią Akty wiary. Od niej zaczęła się nasza literacka znajomość. Później przyszła kolej na pozostałe jego książki. Przeczytałam wszystkie. Nie każda przypadła mi do gustu, na przykład recenzowana już tutaj, najmłodsza w dorobku Segala, Bez sentymentów. Doktorów zostawiłam sobie na sam koniec. Co mogę na ich temat powiedzieć? Cóż. Pośród wszystkich powieści tego autora tylko dwie, moim zdaniem, zasługują bezapelacyjnie na miano arcydzieł. Są to Akty wiary i Doktorzy właśnie.
Przeminęło z wiatrem to jedna z tych książek, o których słyszał z pewnością każdy. Powstała w pierwszej połowie dwudziestego wieku, a opowiada o wydarzeniach jeszcze wcześniejszych. Margaret Mitchell zabiera nas do amerykańskiego stanu Georgia w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku. Stamtąd pochodzi główna bohaterka utworu – Scarlett O’Hara, która na początku powieści liczy sobie ledwie kilkanaście lat. Jest córką miejscowego plantatora bawełny, dziewczyną niebywale dumną, zadziorną, upartą i mściwą. Zawsze wie, czego chce i nie spocznie, dopóki tego nie dostanie. Gdy obiekt jej uczuć, Ashley Wilkes, staje z inną przed ołtarzem, postanawia ukarać go w osobliwy sposób: mianowicie wychodzi za mąż za brata jego wybranki. Po zaślubinach obaj panowie wyruszają na front, by wziąć udział w toczącej się wojnie secesyjnej. Mąż głównej bohaterki niebawem ginie, a ona zostaje młodą wdową. Obok siebie ma znienawidzoną Melanię Wilkes, która nie dość, że jest kompletnie nieświadoma awersji ze strony szwagierki, to jeszcze sama darzy ją ogromną sympatią. Jak ukształtują się dalsze losy tych dwóch kobiet i innych bohaterów z ich otoczenia? Jedno jest pewne – będą burzliwe i zaskakujące.
Królowej Kryminału, Agathy Christie, z pewnością nikomu nie trzeba przedstawiać. Nazwisko to znane jest nie tylko fanom gatunku i wielbicielom talentu nieżyjącej już pisarki, lecz także tym, którzy na co dzień po kryminały nie sięgają. Nie ma chyba mola książkowego, który by nie potrafił wymienić tytułu choćby jednej z jej powieści. Ja do tej pory znałam twórczość Christie wyłącznie z relacji innych. W końcu doszłam do wniosku, że czas najwyższy, aby to zmienić i wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Sięgnęłam po jedno najpopularniejszych dzieł pisarki: Morderstwo w Orient Expresie.