13/04/2012

„Emma” – Jane Austen

O Jane Austen słyszał chyba każdy. Większość kojarzy ją zapewne z Rozważną i romantyczną, gdyż to jest jej najpopularniejsze dzieło. Austen napisała jednak wiele innych wyśmienitych powieści. Jedną z nich jest Emma – pogodna i lekka opowieść, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie, mimo iż akcja toczy się bardzo powoli.

Główną bohaterką jest Emma Woodhouse, dwudziestokilkuletnia kobieta, reprezentantka tak zwanych wyższych sfer. Mieszka ona razem z ojcem w wielkim domu. Życie upływa jej na balach, proszonych obiadach i plotkach. Jest istotą niezwykle rozpieszczoną, apodyktyczną, przekonaną o własnej nieprzeciętności i wyższości nad innymi. Trzeba przyznać, że to bohaterka dosyć irytująca. Przede wszystkim dlatego, że ocenia innych ludzi na podstawie ich urodzenia, statusu społecznego, majątku. Ponadto jest święcie przekonana o własnej nieomylności. Wszelkie próby zwrócenia jej uwagi, że myśli się lub postępuje niewłaściwie – ignoruje. Uwielbia bawić się w swatkę, co tylko w jej mniemaniu dobrze jej wychodzi. To także feministka, która wysoko ceni sobie wolność osobistą i niezależność. Chce swatać wszystkich dookoła, ale sama stroni od małżeństwa. Robi niezbyt sympatyczne wrażenie, nieprawdaż? A jednak – paradoksalnie – jest w Emmie coś, co sprawia, że nie da się jej nie lubić. Może nawet z powodu tych wszystkich wad lubi się ją jeszcze bardziej? Sympatię wzbudzają też liczne zabawne sytuacje, w które zostaje uwikłana – często z własnej winy. Do tego dorzućmy przezabawny język, jakim się posługuje – i naprawdę, mimo wszystko, nie sposób nie żywić do niej ciepłych uczuć.

Zupełnie nie wiem, jak Austen to robi, ale ma ona niezwykłą umiejętność tworzenia bohaterów bardzo wyrazistych, którzy z jednej strony zdają się „nie z tego świata”, a z drugiej – uderzają właśnie swoim realizmem. Na kartach Emmy jest ich pełno. Gdyby ktoś mnie zapytał, za co najbardziej cenię sobie powieści tej pisarki, bez wahania odpowiedziałabym, że właśnie za kreację bohaterów.

Emma jest powieścią niezwykle zabawną i humorystyczną. Po pierwsze, ze względu na język, jednak nie tylko. Trzeba zauważyć, że to typowa komedia omyłek, ale i niesamowita komedia społeczno-obyczajowa. Obfituje w zabawne perypetie i przedstawia w nieco krzywym zwierciadle zwyczaje panujące w czasach współczesnych autorce. Opowiada z przymrużeniem oka o kwestiach zaprzątających na co dzień głowy reprezentantów ówczesnych wyższych sfer.

Kolejną rzeczą, która bardzo spodobała mi się w Emmie, jest sposób, w jaki autorka manipuluje czytelnikiem. Czyni to poprzez wypowiedzi bohaterów, za których pomocą sugeruje czytającemu takie, a nie inne rozwiązanie, by za chwilę udowodnić mu, że podąża złym tropem. Ten zabieg Austen stosuje na kartach swojej powieści kilkakrotnie. Dzięki niemu lektura jest jeszcze przyjemniejsza i bardziej wciągająca.

Momentami byłam – przyznaję – troszkę zawiedziona i rozczarowana. Pewne kwestie zdały mi się potraktowane nieco po macoszemu, a inne niedokończone. Niemniej jednak uważam, że książka jest warta przeczytania. Jest wprost idealna na wolne wieczory. Czyta się ją bardzo szybko, lekko i przyjemnie mimo powolnego toku akcji. Jest niezwykle pogodna i ma ten niepowtarzalny klimat, który potrafi stworzyć tylko Austen.

Moja ocena: 5,5/6

07/04/2012

„O modlitwie” – Clive Staples Lewis

Lewisa zna chyba każdy. Ja swoją czytelnicza przygodę z nim rozpoczęłam pod koniec szkoły podstawowej od cyklu Opowieści z Narnii. Kraina ta zachwyciła mnie i żyła w mojej wyobraźni bardzo długo, a Lewis stał się jednym z moich ulubionych pisarzy. Toteż gdy niedawno nadarzyła się okazja przeczytania jednego z jego ostatnich dzieł – O modlitwie – postanowiłam z niej skorzystać.

O modlitwie to króciutka, niespełna dwustustronicowa książeczka, wydana już po śmierci autora. Jest to powieść epistolarna. W dwudziestu dwóch listach pisanych do fikcyjnego przyjaciela – Malkolma Lewis dzieli się z czytelnikiem swoimi refleksjami i doświadczeniami dotyczącymi modlitwy.

Byłam tej książki bardzo ciekawa. Nie tylko dlatego, że interesująca wydała mi się jej tematyka. Także dlatego, że chciałam poznać stanowisko Lewisa wobec modlitwy. Ciekawa byłam, czym ona jest i jakie ma znaczenie dla człowieka, który wiarę przyjął bardzo późno, bo już będąc dorosłym człowiekiem. Czy w tym względzie moje oczekiwania zostały zaspokojone? Zdecydowanie tak.

Pisarz w swoich listach przepięknie, za pomocą prostego i zarazem bardzo sugestywnego obrazowania, które śmiało można uznać za jedną z charakterystycznych cech jego stylu, ukazuje i wyjaśnia swoje poglądy dotyczące modlitwy przede wszystkim, ale także wiary. Nie ogranicza się jednak do wypowiadania swojego zdania. Poza przywołaniem licznych, obrazowych przykładów ilustrujących jego tezy, Lewis dzieli się z nami również własnym doświadczeniem wiary. Radzi jak przyjaciel. Listy do Malkolma to bowiem tak naprawdę listy do każdego z nas. Pokazuje, że modlitwa jest czymś więcej niż li tylko klepaniem wyuczonych formułek. Dzieląc się z nami swoim doświadczeniem modlitwy, która jest dla niego rozmową Boga i człowieka, nie daje gotowych recept, ale mobilizuje do odkrywania głębi i piękna modlitwy.

Dzięki swojej formie książka nie ma charakteru mentorskiego. I bardzo dobrze. Lewis po przyjacielsku w każdym ze swoich listów zachęca nas, byśmy krok po kroku odpowiadali sobie sami na pytania o własną wiarę i modlitwę. Zostajemy niejako zmuszeni do podjęcia autorefleksji, zatrzymania się na chwilę i przemyślenia kilku kwestii. Ale ten Lewisowski przymus jest bardzo wysublimowany i taktowny. To zachęta, której nie można zignorować bez wyrzutów sumienia.

Mimo niewielkiej objętości książki, nie jest to zdecydowanie lektura na jeden wieczór. Aby dobrze ją zrozumieć, trzeba czytać powoli, smakując każde zdanie i uważnie analizując treść. Nie jest to łatwe. Nie tylko ze względu na tematykę, która już sama w sobie jest dosyć wymagająca, ale także z uwagi na fakt, iż Lewis posługuje się momentami bardzo hermetycznym językiem. Niestety wpływa to w dużej mierze na odbiór Listów… i sprawia, że czyta się je troszeczkę wolniej. Zrozumienie ich i wyłuskanie z nich czegoś dla siebie będzie możliwie tylko wtedy, gdy czytać będziemy powoli i w skupieniu.

O modlitwie to świetne studium modlitwy i świadectwo wiary, ale nie tylko. To także mnóstwo pięknych cytatów. Pozycję tę mogę polecić każdemu, kogo choć trochę interesują kwestie związane z wiarą. Wyznanie, moim zdaniem, jest tu bez znaczenia. Książka bowiem napisana została tak, że każdy, jeśli tylko zechce, odnajdzie w niej coś dla siebie.

Moja ocena: 5/6

02/04/2012

„Na wschód od Edenu” – John Steinbeck

Są takie książki, nad którymi zastanawiam się bardzo długo, zanim wreszcie zdecyduję się po nie sięgnąć. Do nich zalicza się Na wschód od Edenu Steinbecka. Chyba rok, jeśli nie dłużej, zastanawiałam się: „przeczytać czy nie?”, zanim wreszcie zdecydowałam się dać Seinbeckowi szansę. A i wtedy jeszcze nie byłam przekonana, czy na pewno dobrze robię. Pierwsze wrażenie też nie było najlepsze, ponieważ źle się nastawiłam już na samym początku i nie bardzo rozumiałam, o co chodzi. Na szczęście szybko się to zmieniło i dostrzegłam, że wszystko, co uważałam początkowo za bezsensowne, ma w tej książce znaczenie i układa się w jedną całość.

Na wschód od Edenu to pod wieloma względami urzekająca wielowątkowa saga rodzinna. Opowiada o losach dwóch rodzin żyjących w Kalifornii na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. W istocie jednak jest to opowieść o całej ludzkości i jednocześnie o każdym człowieku z osobna. Czas i miejsce akcji nie mają żadnego znaczenia dla wymowy utworu i przesłania, jakie on ze sobą niesie.

Steinbeck właściwie przedstawił tylko historię zwykłych ludzi. Takich, jakich spotkać możemy wszędzie, takich, jakimi jesteśmy my sami. Pokazał bliskie nam wszystkim problemy, rozterki, radości. Opowiedział bardzo po ludzku o miłości, nienawiści, przyjaźni, zazdrości, odrzuceniu, dojrzewaniu, poznawaniu i odkrywaniu samego siebie. Jednocześnie poddał to wszystko wnikliwej i subtelnej analizie, zmuszając czytelnika do zastanowienia się nad samym sobą, własnym człowieczeństwem, własnymi uczuciami, stosunkiem do siebie samego, do świata i do innych ludzi.

W podjęciu dogłębnej i rzetelnej autorefleksji pomaga nam cała plejada rozmaitych postaci. Każda z nich jest indywidualna, specyficzna, ale nawzajem się uzupełniają – zupełnie jak ludzie w realnym życiu. Każda ucieleśnia inny aspekt człowieczeństwa i życia – mamy więc niepowtarzalną okazję prześledzenia rozmaitych postaw życiowych. Urzekające i wnikliwe studium psychologiczne postaci pozwala przyjrzeć się każdemu z tych aspektów niejako z osobna. A w sumie uzyskujemy pełny i bardzo realistyczny obraz człowieczeństwa.

Wszyscy bohaterowie wzbudzają w czytelniku emocje. Naturalnie każdy inne. Jak już wspomniałam, są silnie zindywidualizowani. Widać to właściwie na każdym kroku. Czemu to ma służyć, również już napisałam. Ponadto wszyscy są, wbrew pozorom, dosyć jednoznaczni. Generalnie są dobrzy lub źli i nietrudno wyczuć, kto do której grupy się zalicza. Mimo to jednak każda z osób występujących na kartach tej powieści ma w sobie zarówno pierwiastek dobra, jak i zła. Dzięki temu autor pokazał nam wyraźnie, że dobro i zło nieustannie krzyżują się w człowieku.

Wyjątek stanowi tutaj Cathy – od początku do końca jest zła i nie ma w niej ani krztyny dobroci. Jej zło jest niczym nieuzasadnione, niewytłumaczalne. Każdy z bohaterów Na wschód od Edenu jest tak naprawdę symbolem; i każdy symbolizuje coś innego. Ta kobieta jest ucieleśnieniem zła – obecnego na świecie wszędzie tam, gdzie jest człowiek, z którym każdy będzie się musiał prędzej czy później zmierzyć.

Kreacja bohaterów i wnikliwe studium psychologiczne każdego z nich dają – jak już wspomniałam – ważenie realizmu. Widać, że autorowi na nim zależało, ponieważ aby je spotęgować, zastosował jeszcze szereg innych środków, takich jak liczne szczegółowe opisy kalifornijskiego klimatu, tamtejszej fauny i flory. Oprócz tego gdzieś w tle pojawiają się wzmianki na temat panujących ówcześnie w Ameryce nastrojów społecznych i politycznych. Steinbeck zadbał o każdy – najmniejszy nawet – szczegół.

Dla zrozumienia utworu niezwykle ważne jest zwrócenie uwagi na symbolikę postaci Kaina i Abla. Z mojego punktu widzenia było to dosyć trudne i trochę czasu upłynęło, zanim ją dostrzegłam i odczytałam właściwie jej sens i cel.

Powieść Steinbecka to niezwykle barwna historia o zmaganiu się dobra ze złem. Przekazuje ona prawdę uniwersalną o życiu i świecie. Uważam, że tę pozycję warto przeczytać, choć momentami styl autora jest, moim zdaniem, zbyt chaotyczny i nieco za ciężki. To na pewno nie było moje ostatnie spotkanie ze Steinbeckiem.

Moja ocena: 5/6

24/03/2012

„Ulica rajskich dziewic” – Barbara Wood

Uwielbiam książki obyczajowe, a kultura arabska i wszystko co z nią związane cieszy się moim zainteresowaniem w sumie odkąd pamiętam. Nie wiem dlaczego tak jest. Być może wpływ na to miały odbywane przeze mnie od dziecka liczne podróże do krajów z kręgu kultury arabskiej. Szczególnie upodobałam sobie właśnie Egipt, w którym, jak do tej pory, byłam aż sześć razy.

Ulica rajskich dziewic to właśnie książka o losach bardzo bogatej muzułmańskiej rodziny żyjącej w Egipcie. Odkąd tylko dowiedziałam się o jej istnieniu, oczywistym więc dla mnie było, że jej przeczytanie to tylko kwestia czasu. Z opisu na okładce dowiedzieć się możemy, że jest to książka o młodej muzułmańskiej dziewczynie, której życie po gwałcie całkowicie się zmienia. W myśl zasad religii, według której się wychowała, dopuściła się ona cudzołóstwa, zhańbiła rodzinę i od tej pory uznawana jest za przeklętą. Musi opuścić nie tylko rodzinny dom, ale w ogóle Egipt. Rozpoczyna zupełnie nowe życie w cywilizacji Zachodu. Po wielu latach postanawia jednak wrócić do Egiptu, aby jeszcze jeden, ostatni już raz zmierzyć się z przeszłością.

Czytając Ulicę rajskich dziewic poznajemy dalsze losy skrzywdzonej Jasminy ale nie tylko. Poznajemy także burzliwą, a momentami tragiczną, choć równocześnie niesamowicie fascynującą historię całej jej najbliższej rodziny i jej samej. Dowiadujemy się jak wyglądało życie Jasminy od narodzin do chwili, gdy po latach spędzonych za granicą wraca do Egiptu.

Opis na okładce mógłby sugerować, że w książce chodzi przede wszystkim o gwałt. Tymczasem jest to powieść wielowątkowa, a samemu gwałtowi autorka poświęciła ledwie jakieś dosłownie parę zdań i to gdzieś w środku utworu. Długo nie mogłam zrozumieć dlaczego motyw ten jest ktoś uznał za aż tak ważny, że umieścił go się w opisie książki na tylnej okładce.  Dopiero gdy skończyłam lekturę zrozumiałam. Otóż mimo wszystko ów epizod jest niejako motorem dla całe reszty. Choć sam w sobie zdaje się być zupełnie nieistotny to tak naprawdę posłużył autorce jedynie jako pretekst do ukazania kultury arabskiej i zasad religii muzułmańskiej, a przede wszystkim ich ogromnej siły oddziaływania. Nie bez znaczenia jest on także dla ukazania cech  osobowościowych i losów wszystkich bohaterów. Bardzo pomysłowe!

Skoro już napomknęłam o kulturze i obyczajach to zatrzymam się jeszcze chwilę nad tym zagadnieniem. Byłam niezmiernie ciekawa jak poradzi sobie z nim autorka ? Brytyjka, Europejka z krwi i kości. Poradziła sobie generalnie mówiąc nie najgorzej. Książka bowiem pozwala się bez wątpienia wiele na ich temat dowiedzieć. Bardzo podobało mi się to, że wszelkie informacje o kulturze arabskiej, islamie, czy Egipcie sprytnie wplecione były w fabułę, która albo je uzasadniała, albo po prostu obrazowała, czy też stanowiła dla nich komentarz dzięki czemu ani trochę nie nużyły. Uważam, że to duży plus. Niemniej jednak mam co do tej kwestii jedno „ale”. Mianowicie w całej powieści obraz kultury arabskiej i religii muzułmańskiej został znacznie spłycony i przedstawiony dość stereotypowo.

Główną bohaterką utworu jest Jasmina, ale tak naprawdę wszyscy bohaterowie są tu równie ważni. Każdy z nich wykreowany został bardzo starannie, przy czym ma swoją historię życia, która w wysublimowany sposób splata się z historiami pozostałych. Wszystkie postaci są bardzo wyraziste i silnie zindywidualizowane. Bohaterowie uzupełniają się wzajemnie tworząc piękną mozaikę ludzkich charakterów i postaw.

Skoro już mowa o bohaterach ogólnie to zatrzymam się jeszcze przy bohaterkach – kobietach występujących na kartach powieści. Ulica rajskich dziewic to bowiem także przepiękna i poruszająca do głębi opowieść o kobiecie silnej, jaką jest Jasmina ale i o kobietach w ogóle. O ich smutkach, marzeniach i sekretach, o kobiecej duszy.

Książkę czyta się świetnie. Niesamowicie wciąga i jest jedną z tych lektur, od których ciężko się oderwać i, do których po prostu chce się wracać. Taka, która pozostaje w człowieku jeszcze długo po przeczytaniu i zmusza do refleksji nad życiem.

Mimo swoich licznych i różnorakich zalet książka posiada jednak pewne wady, które co prawda nie rażą aż tak strasznie, ale wobec których ja nie potrafię przejść obojętnie. Autorka miała niewątpliwie pomysł na książkę, ale chyba nie bardzo wiedziała od czego w tym wypadku ma zacząć. Pierwsze wrażenie jest bowiem jak najgorsze. Ulica rajskich dziewic zaczyna się króciutkim, urwanym prologiem, potem nagle skok do fabuły bez wyjaśnienia. Wygląda to dość dziwnie i dezorientuje. Poziom dezorientacji osiąga jednak apogeum w chwili, gdy nagle znowu coś się urywa i znowu pojawia się kolejny wątek, kolejny bohater. Totalny chaos. Można zwątpić. Na szczęście ten chaos panuje tylko na pierwszych dziesięciu stronach, a po chwili wszystko się stopniowo wyjaśnia i w pełnej krasie objawia nam się kunszt autorki, z którym łączy ona te pojedyncze, na pozór kompletnie nie pasujące do siebie puzzle tak, że łącza jedną, spójną zachwycającą całość.

Jest jeszcze jeden mały minus. Mały i niezbyt istotny w kontekście całości, a nawet pewnie dla wielu w ogóle niezauważalny, ale jednak dla mnie istotny. Były w książce z dwa, czy trzy takie momenty, kiedy poraził mnie kompletny brak realizmu i odniosłam wrażenie, że czytam jakąś nieco uwspółcześnioną opowieść rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy.

Podsumowując. Książka ma pewne mankamenty, ale uważam, że i tak jest genialna. Fabuła, bohaterowie i niepowtarzalny klimat przyćmiewają wszystkie niedoskonałości.

Moja ocena: 6/6

15/03/2012

„Czas tajemnic” – Marcel Pagnol

Moją drugą – zaraz po literaturze – wielką miłością jest Francja, język francuski i wszystko, co z nimi związane. Marcel Pagnol, którego książkę chcę Wam przedstawić, to nieżyjący już francuski pisarz i reżyser. Jest jedną z ikon francuskiej kultury. Chyba nie ma Francuza, który nie znałby jego nazwiska. Ja już od dłuższego czasu chciałam się zapoznać z jego twórczością, ale okazja nadarzyła się dopiero niedawno.

Czas tajemnic to powieść wchodząca w skład autobiograficznego cyklu Wspomnienia z dzieciństwa. Główny bohater – Marcel – spędza letnie wakacje wśród niesamowitych prowansalskich wzgórz. Jest to czas wyjątkowy. Lili – najlepszy przyjaciel chłopca – nie ma już dla niego tyle czasu co zwykle, ponieważ musi pomagać ojcu. Marcel początkowo ubolewa nad tym faktem, jednak pewnego dnia poznaje Izabelę i przeżywa pierwsze młodzieńcze zauroczenie. Przyjaźń z Lilim staje pod znakiem zapytania. Wypełniony przygodami i nowymi doświadczeniami czas letniego odpoczynku szybko jednak dobiega końca. Teraz główny bohater rozpocznie całkiem „nowe życie” – jako uczeń liceum, gdzie jest zupełnie inaczej niż w poprzedniej szkole. Jak Marcel sobie poradzi z aklimatyzacją w nowym środowisku? Czy znajdzie kolegów? Jakie czekają go przygody? Odpowiedź znajdziecie w Czasie tajemnic.

Książka od pierwszych stron mnie urzekła. Z każdej jej strony bije niesamowite ciepło. Ponadto opisy prowansalskich wzgórz porośniętych obficie tymiankiem i lawendą są bardzo sugestywne. W wyobraźni mogłam przemierzać te urokliwe miejsca razem z Marcelem i niemalże czułam zapach Prowansji. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak Pagnolowi udało się oddać niezwykły i niepowtarzalny klimat tej części Francji.

Perypetie Marcela opisane są z ogromnym wyczuciem i wrażliwością. Narracja jest ciekawa, prowadzona z punktu widzenia chłopca, a język prosty i humorystyczny, co sprawia, że książkę czyta się szybko i z jeszcze większą przyjemnością. Do tego podczas lektury uśmiech na twarzy gwarantowany.

Czas tajemnic to opowieść o dorastaniu – o blaskach i cieniach tego okresu, o wszystkich radościach, pragnieniach i niepokojach z nim związanych. Główny bohater, zresztą nie tylko on, wykreowany został bardzo starannie. Z miejsca budzi sympatię czytelnika. Mało tego, ja czułam się, jakbym znała Marcela osobiście i od dawna.

Powieść Pagnola zdecydowanie polecam. Jest niesamowita, magiczna, urocza. Prosta i piękna zarazem. Ma bardzo swojski, niepowtarzalny klimat, którego nie da się tak po prostu opisać w dwóch zdaniach.

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej kwestii. Chylę czoła przed tłumaczką. W książce jest dużo rozmaitych odwołań do kultury francuskiej, obyczajów, gier słownych, które zabawne są w oryginale, a w języku polskim po prostu dziwne lub niezrozumiałe. Wszystkie takie elementy są bardzo rzetelnie wyjaśnione w przypisach. Dawno nie czytałam książki, która byłaby tak dobrze opracowana przez tłumacza.

Moja ocena: 4/6